Silcare Flexy – opinia o tanich lakierach hybrydowych. HIT czy KIT?

Uwierzycie, że pierwotna wersja tego wpisu powstała w maju zeszłego roku? To było tuż po ostatnim wpisie o lakierach Silcare Color It. Dziś mam do powiedzenia o wiele więcej, niż ostatnim razem, dlatego zaparzcie sobie kawkę czy herbatkę i rozsiądźcie wygodnie w fotelach.

Silcare Flexy – opinia Was zaskoczy!

Rok temu zauroczona idealnym połączeniem niskiej ceny i fantastycznej ponoć jakości postanowiłam wypróbować ówczesną nowość na rynku – serię Flexy od Silcare. Natychmiastowo zaintrygowała mnie bogata paleta kolorów oraz cena, niewiele wyższa od poprzedników. Zamówiłam na próbę cztery kolory. I wiecie co? To było tak złe… Tak irytujące… Napisałam wtedy post, ale nie dokończyłam go, a na końcu uznałam, że nie chcę nim zaśmiecać bloga, bo szkoda moich nerwów.

Silcare Flexy opinie
Lilyfly.pl/ Moja kolekcja lakierów hybrydowych Silcare Flexy

Zanim ktoś oskarży mnie o rezygnację po pierwszym podejściu – oj nie, prób było kilka. Na tyle dużo, że zdecydowałam się zamówić jeszcze kilka kolorów. Liczyłam na to, że może i ciemne wyglądają źle, ale jasne będą akceptowalne. Czy były? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, zostańcie ze mną do końca.

Ten wpis pewnie nigdy by nie powstał, gdyby nie pojawił się pewien komentarz pod pierwszym artykułem o lakierach hybrydowych Silcare Color It. Jedna z Was usilnie zachęcała mnie do wypróbowania nowej serii Flexy. Tak też zrobiłam. I uwierzcie, to jest mały blog i mam niewiele komentarzy, więc również dla mnie fajnym uczuciem byłoby móc odpisać „hej, sprobówałam i lakiery są super!”, ale nie mogę.

 

Silcare Flexy – próba numer 1

Na wstępie powiem o tym, co najbardziej mnie zaskoczyło. Pisałam przed chwilą o bogatej palecie kolorów. Problem napotkałam po odkręceniu pierwszej buteleczki. Kolor zupełnie się nie zgadzał! Do tego stopnia, że sprawdzałam zamówienie, bo myślałam, że pomyliłam się podczas jego składania. Pamiętam, że jednym z upatrzonych przeze mnie kolorów był piękny, ciemny granat. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w środku znajduje się produkt fioletowy! Oczywiście, barwa może różnić się od tej ze zdjęcia, ustawienia monitora i tak dalej. Ale co innego nieznaczna różnica w kolorze, a co innego fiolet zamiast ciemnego granatu.

To poważna wada. Wszystkie odcienie różniły się od tych ze zdjęć w stopniu znacznym. Obróbka zdjęć na stronie spowodowała ich ochłodzenie. W rzeczywistości kolory są o wiele cieplejsze niż pokazuje nam producent.

Lakiery zostały u mnie tylko dlatego, że nie chciało mi się bawić w odsyłanie produktów za 20zł. Tyle o zgodności produktu ze zdjęciem. A jak lakiery zachowały się w czasie pracy?

Silcare Flexy – kolor 42 

Pierwszy manicure został wykonany lakierem hybrydowym w kolorze 42, który określam jako „niby granat, ale jednak fiolet”. Po odkręceniu buteleczki trzeba uważać, gdyż produkt prawie się z niej wylewa. Lakier jest gęsty i bardzo dobrze napigmentowany. Tak dobrze, że wystarczy jedna warstwa, by uzyskać czysty kolor, praktycznie żadnych prześwitów. Niby powinno to być pozytywem, prawda? No właśnie, coś za coś. Okazuje się, że po kontakcie z lampą lakier zaczął się MARSZCZYĆ! Byłam załamana, zwłaszcza, że nie lubię marnować czasu na spiłowanie produktu i nakładanie go od nowa. Piszę „spiłowanie”, bo jak już wiecie z pierwszego artykułu, nie robię zwyczajnych hybryd, natomiast nakładam je na żel. Dzięki temu mam naturalne, długie paznokcie, zaś efekt utrzymuje się znacznie dłużej, niż dwa tygodnie. Stąd też nie ściągam lakieru acetonem. Wracając jednak do hybryd Silcare, metodą prób i błędów zaczęłam malować paznokcie resztkami lakieru na pędzelku i dopiero wtedy cała praca miała sens. W przypadku tych lakierów wyrażenie „cienka warstwa produktu” nabiera nowego znaczenia. Naprawdę, dopiero gdy pędzelek wydawał się być prawie pozbawiony lakieru mogłam nim pracować. O dziwo, tak mała ilość wystarczyła na dokładne pokrycie płytki. Wystarczyła niestety również na pokrycie skórek, na które, mimo dość gęstej konsystencji, udało mu się spłynąć.

Po nałożeniu obu warstw przyszedł czas na top i końcowe przemycie cleanerem. I tu znów szok. Z każdego najmniejszego skrawka paznokcia, w którym nie dojechałam topem do krańca płytki obie warstwy lakieru po prostu się zmyły. W tym momencie sama nie wiem, czy uznać to za plus czy minus. Bo z drugiej strony, nawet jeśli zahaczymy lakierem o skórki, to wystarczy przyłożyć się do nałożenia równo topu, a całą resztę usuniemy cleanerem. Jednak z takimi właściwościami spotykam się pierwszy raz.

I owszem, producent uprzedza, że utwardzonego produktu nie należy przemywać cleanerem. Zastanawiam się jednak, jaki w takim przypadku sens ma utwardzanie, skoro lakier w istocie nie jest utwardzony?

W przypadku Silcare Color It w miejscu, gdzie nie dojechałam topem, kolor po prostu był matowy, ale trzymał się równie dobrze, co cała reszta paznokcia. Tutaj traciliśmy całą wykonaną wcześniej pracę.

Silcare Flexy opinie
Lilyfly.pl/ Lakier hybrydowy Silcare Flexy 42

Używając serii Color It miałam potrójne zabezpieczenie płytki paznokcia – żel, lakier hybrydowy oraz top. W przypadku serii Flexy zostawał żel i top, ponieważ jeśli kolor się zmywa, to coś nie gra z tym utwardzeniem.

Ostatni, duży minus za wygląd paznokci po końcowym przemyciu topu. Paznokcie wyglądają na matowe, brudne, łapią rysy i kurz. Serio, po 3 tygodniach paznokcie są mocno porysowane! O ile z daleka wyglądają pięknie, to z bliska widać wszystkie niedociągnięcia. Mój top stosuję od mniej więcej półtora roku z różnymi żelami i lakierami stąd wiem, że nie jest to jego wina.

Ale tu się nie poddałam. Wykonując następny manicure przetestowałam odcień 29.

Silcare Flexy – kolor 29

Z racji pięknego koloru postanowiłam dać producentom jeszcze jedną szansę. Tym razem na świeczniku był lakier hybrydowy numer 29 w barwie karmazynowej czerwieni. Nauczona doświadczeniem nałożyłam dwie warstwy, każda z minimalną ilością produktu. Podobnie jak przy odcieniu numer 42 lakier nawet przy takiej niewielkiej ilości momentami spływał na boczne skórki. Tym razem jednak nie wystąpił efekt marszczenia, z czego byłam bardzo zadowolona. Znów za to pojawił się problem matowienia topu i łapania wszelkich rysek.  Efekt finalny można zobaczyć na zdjęciu poniżej.

Silcare Flexy opinie
Lilyfly.pl/ Manicure wykonany lakierem hybrydowym Silcare Flexy 29

Jak widać na załączonym obrazku, największą zaletą jest odcień lakieru. I z pozytywów to chyba tyle. Lakier oczywiście wytarł się przy skórkach. To, czego na zdjęciach nie widać, to zmatowienie i ryski. I to drugie niestety jest z bliska widoczne dość mocno.

Silcare Flexy opinie
Lilyfly.pl/ Lakier hybrydowy Silcare Flexy 29

 

Silcare Flexy – próba numer 2

Jak wspomniałam na początku, lakiery Flexy tak zachwycają kolorami, że dałam im kolejną szansę. Moja kolekcja powiększyła się o kilka nowych odcieni. Dla siebie wybrałam pastelowe róże i jasne beże, moją mamę zachwyciły brązy i ciemne czerwienie. Dodatkowo zamówiłam piękny, ciemnoturkusowy odcień z drobinkami brokatu (i zostawię go, choćbym resztę miała wyrzucić, bo jest PRZE – PIĘ – KNY !!!) Podejrzewałam, że wcześniejsze problemy mogły wynikać z korzystania z lampy UV (ale doczytałam i w UV też się utwardzają, ponoć…), dlatego kupiłam nową lampę LED.

Znowu to samo. Dwie, cieniuteńkie jak papier warstwy utwardzane podwójnie w lampie LED. I tu ważna sprawa, bo nie widziałam tego wcześniej na ciemnych kolorach: po użyciu topu na wierzch paznokcia lakier Flexy zaczyna smużyć! Zostaje na pędzelku, brudzi go i zostawia prześwity na płytce. Nie, nie i jeszcze raz nie!

Silcare Flexy opinie
Lilyfly.pl/ Lakiery hybrydowe Silcare Flexy

Pst! To też jest fajne 🙂

Moja opinia o serii Flexy od marki Silcare

Od tanich lakierów hybrydowych oczekuję jednej rzeczy: że będę mogła z nimi pracować bez nerwów. Nie muszą wykazywać cech nadprzyrodzonych, bo to lakiery za 5 złotych. Ale nic nie irytuje mnie tak, jak złośliwość rzeczy martwych, do tego marnująca mój czas. Tymczasem zamiast standardowego przygotowania manicure w 2 godziny, musiałam przeznaczyć dodatkowe pół na pozbywanie się brzydkiego lakieru. Nie będę chodzić przecież następne 3 tygodnie z paznokciami, gdzie od góry ucieka lakier, przy skórkach wcale go nie ma, a dodatkowo płytka jest porysowana. Prawie za każdym razem, gdy dałam Silcare Flexy szansę, decydowałam się ostatecznie na spiłowanie lakieru i przejście na wersję Silcare Color It. Uwielbiam powiedzenie „nie mam czasu na marnowanie czasu”, dlatego seria Flexy nie otrzyma ode mnie kolejnej szansy.

Silcare Flexy opinie
Lilyfly.pl/ Moja kolekcja lakierów hybrydowych Silcare Flexy

Wiem, że aktualnie w sieci trwa bardzo silny marketing związany z serią Flexy. Zastanawia mnie bardzo jej fenomen. Przebrnęłam chyba przez pół internetu i jedynie na Wizażu znalazłam niepochlebne opinie. W filmach na Youtube widziałam testy kolorów, jednak najczęściej odbywały się na wzornikach i bez utrwalenia całości topem. A przecież dopóki lakier pozostaje nietknięty, to nie sprawia żadnych problemów. Ewentualnie możemy z nim leżeć przez 3 tygodnie, nie jeść, nie pić, nie myć się i nie wychodzić do toalety – wtedy gwarantuję, że będzie wyglądał pięknie.

Może ktoś powie, że to wina żelu, topu, lampy, pędzelka, kij wie czego jeszcze? Nie interesuje mnie to. Jeśli od trzech lat, kiedy robię paznokcie, wszystko idealnie ze sobą komponuje i nie mam żadnych problemów, to widzę kłopot w nowościach, pojawiących się w moim zestawie. Nie po to kupuję lakiery za 5 złotych, by musieć korzystać z lampy za 100zł czy topu za 20zł. Zamiast wymienić cały sprzęt do manicure, po prostu nie stosuję problematycznych lakierów Flexy.

Tuż przed opublikowaniem tego artykuły wykonałam jeszcze dwa ostatnie podejścia, jedno na lakierach Flexy, następne na Color It. Przy pierwszym produkcie całość zaczęła odchodzić na brzegach, a po zdjęciu koloru okazało się, że jest też duży ubytek w żelu. Z kolei po ściągnięciu hybrydy Color It żelu nie było tylko tam, gdzie znajdował się odrost, a sam manicure wyglądał nienagannie przez ponad trzy tygodnie. Nie jestem chemikiem, nie wiem, co hybrydy Flexy mają w składzie, ale sądzę, że jest to coś, co oddziałuje na całą kompozycję. Żel szybko odpada, a top pokrywają rysy – nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam.

Silcare Flexy – wady i zalety

Po przetestowaniu lakierów Flexy daję im ocenę solidne 3/10 😉

Plusy:

  • doskonała pigmentacja,
  • wydajność,
  • cena.

Dałabym plus za ładne buteleczki, ale wykonanie zakrętki sprawia, że przylega do niej kurz, którego nie sposób się pozbyć. Rączki butelek są wykonane z przyjemnego w dotyku, a jednocześnie łapiącego każdy najdrobniejszy pyłek materiału. Jest to niesamowicie irytujące, nie tylko dlatego, że wygląda niechlujnie. Te przyczepione drobinki łatwo przenoszą się na malowaną właśnie płytkę paznokcia i zanieczyszczają ją. Więc ładne i owszem, ale praktyczne za grosz one nie są.

Minusy:

  • ogromna niezgodność kolorów między tym na zdjęciu producenta, a w rzeczywistości,
  • lakier wylewa się na skórki, nawet przy minimalnej ilości nałożonej na płytkę paznokcia,
  • niektóre odcienie marszczą się na paznokciu pod wpływem ciepła lampy,
  • niezabezpieczony topem lakier zmywa się z paznokcia, jakby w ogóle nie był utwardzony,
  • lakier powoduje matowienie i rysowanie topu oraz skraca żywotność żelu.

 

Podsumowując, moim zdaniem korzystanie z lakierów hybrydowych Silcare Flexy przypomina rosyjską ruletkę. Po zamówieniu nie wiemy, jaki otrzymamy kolor. Nie wiemy też, czy dany odcień zmarszczy się w lampie, tym samym psując nasz manicure.

Mam bardzo ambiwalentne odczucia co do wypróbowanej przeze mnie nowości od Silcare. O ile z produktów gamy Color It jestem bardzo zadowolona, zwłaszcza ze stosunku dobrej jakości do niskiej ceny, to tu niestety nie mogę wydać pozytywnej opinii. Z pewnością nie będę tej serii nikomu polecać.

 

Produkty, jakich użyłam do wykonania manicure:

  • Primer IBD (Allegro, cena ok.18zł)
  • Żel Clear IBD (Allegro, cena ok. 35zł )
  • Lakiery hybrydowe Silcare Flexy (Allegro, cena ok.6zł)
  • Top Sleek Shine (Allegro, cena ok. 10zł).