Jak przestać porównywać się z innymi ludźmi?

Wstaję rano. Szykuję grafiki na social media. Wymyśliłam przecież określony content. Słaby. Inni mają lepszy. Oni robią doskonałe obrazy, ja znam tylko podstawy Gimpa.

Zabieram się do przeglądania ogłoszeń. Jedno wydaje się być świetne. Zgłaszam swoją kandydaturę. Po chwili dostaję maila o konkurencji w zleceniu. Dali mniejszą cenę. Mają firmę. Mają agencję marketingową. Mają niskie stawki i oceny na profilu. Nie przebiję się. 

Chcę zmodyfikować wygląd bloga. Szukam inspiracji, które będę mogła podrzucić mojemu programiście. Znajduję przykładowy blog, jest idealny. Ma mnóstwo wyświetleń i współprac. Ta kobieta perfekcyjnie pisze, a jakie robi cudowne zdjęcia! Zamieszcza wpisy systematycznie, wszystko ma zaplanowane. Muszę u siebie zmienić…wszystko.

Chcę wykonać stronę z portfolio na WordPress. Podglądam, jak zrobili to inni. Mają tak bogato udokumentowanie działania… Ja mam bloga, do którego wróciłam po długiej przerwie i sklep, w którym muszę dużo zrobić i jeszcze więcej poprawić. Do profesjonalnego portoflio wiele mi brakuje. Okej, mam więcej, ale jako ghost, więc jakby to powiedzieć – oficjalnie to się nie liczy.

Wiesz, co opisałam wyżej? Niestety, każdy mój dzień. A przecież to dotyczy tylko pracy! Ten wpis miał wyglądać jak typowy poradnik, ale hipokryzją byłoby pisanie artykułu „zastosuj 5 skutecznych rad i przestań porównywać się do innych”, podczas gdy nie jest to zadanie do wykonania, a ciągły proces. Wiele razy zastanawiałam się nad tym, dlaczego tak często poddajemy się w tym, co robimy. Niby bardzo czegoś chcemy, a jednak jakaś wyższa siła powstrzymuje nas przed zrobieniem kroku naprzód. Nierzadko tą siłą jesteśmy my i nasze wewnętrzne przekonania. Czy Ty też często porównujesz się do innych? Czy blokuje Cię to przed podejmowaniem kluczowych decyzji?

Już na początku uprzedzę, że ten wpis pewnie będzie momentami brzmieć jak „silny ból tylnej części ciała”. Może i tak jest. Ba, na pewno! Jeśli wejdziesz na zakładkę „współpraca” to przekonasz się, że nie uważam się za najlepszą w swojej dziedzinie. Za to wiem, że jestem dobra i ciągle staram się być lepsza, zarówno w kwestii poprawnej polszczyzny, tworzeniu tekstów trafiających prosto w serca czy technik marketingowych. Dlatego jestem świadoma, że mogłabym być znacznie wyżej, niż jestem obecnie. Wiem też, że ogromną przeszkodą na tej drodze było porównywanie każdego swojego kroku z tym, co robią inni.

Sądzę, że gdybym rok temu wprowadziła w życie słowa, jakie dziś piszę, gdyby tylko ktoś powiedział mi „Lidka, po prostu to rób” i zaczęłabym działać, to na moim blogu byłoby znacznie więcej wpisów. Moje dodatkowe zajęcia wykonywałabym regularnie, a nie z doskoku. Nie słuchałabym wewnętrznego głosu mówiącego, „przecież i tak nic z tego nie będę miała”.

 

Ciągle porównujemy się z innymi

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z copywritingiem, w ogóle nie czułam się pewnie. Byłam świeżynką, która nie wykonała jeszcze żadnego zlecenia. Aby dostać jakąkolwiek pracę starałam się przebić poprzez obniżenie stawek. Trudno mi było określić wartość moich działań. Konkurencja na rynku jest duża, do jednego ogłoszenia zgłasza się 20-50 osób. Wśród nich znajdują się specjaliści z wieloletnim doświadczeniem, poloniści, osoby po dziennikarstwie czy marketingu. Niejednokrotnie mają własne firmy. Kiedy widzisz dookoła takich ludzi, robisz wszystko, by ktoś Cię dostrzegł, a efekty i tak są mało widoczne.

A poza pisaniem? Jednym z podstawowych tematów rozmów z moimi znajomymi jest planowanie naszej przyszłości. Koleżanki kończą albo skończyły już studia, ale i tak często czują, że stoją w martwym punkcie. W takich rozmowach pojawia się stwierdzenie, że chciałyby mieć coś swojego.  Gdy przychodzi do konkretów okazuje się, że strach przed ryzykiem przeważa szalę. A kiedy i na nie nadejdzie pora i w końcu zdecydują, co chcą robić, zacznie się przyrównywanie do konkurencji. Ktoś ma piękny salon kosmetyczny i mnóstwo klientów. Ktoś inny ustala konkurencyjne stawki i trudno uwierzyć, że mamy prawo żądać więcej pieniędzy, jeśli za rogiem czeka kolejna osoba i wyciąga ręce do klientów. Moja koleżanka stale powtarzała, że chciałaby założyć markę odzieżową. Ale pomijając to, jak zabrać się do takiego biznesu, to kto to kupi? Przecież istnieją setki marek wiodących, a nowe, małe manufaktury wyrastają jak grzyby po deszczu. Dlatego właśnie ludzie porzucają marzenia o własnej firmie. Gdy dochodzą do etapu szukania rozwiązań, trafiają na mur nie do przebicia. Porównywanie się z innymi – to jest ten mur.

 

Dlaczego nie warto się porównywać?

Przed chwilą wspomniałam o konkurencji na moim rynku pracy. W sieci można napisać o sobie wszystko. Ale wiecie, co weryfikuje całokształt? Treść, jaką przesyłam klientowi. Kiedy otrzymałam jedno z poważniejszych zleceń dowiedziałam się, że mój tekst próbny był nieporównywalnie lepszy. Zleceniodawca powiedział mi dosłownie, pani Lidio, napisało do mnie kilka osób, ale nawet nie ma co porównywać ich tekstów do tekstu, który pani mi wysłała. Rozumiecie, MOJE teksty były lepsze od tekstów polonistów i copywriterów z dużym doświadczeniem i bogatym portfolio! W ten oto sposób nawiązałam pierwszą, dłuższą współpracę.

Niejednokrotnie słyszałam, że maksymalna stawka za stronę A4 tekstu to 20zł netto (taka strona ma 1800zzs, czyli jakieś 11zł za 1000zzs). Aktualnie moi konkurenci oferują kwotę 10-12zł netto/1000zzs standardowego tekstu, a i pracodawcy krzywo patrzą, gdy ktoś „za bardzo się ceni”. Ba, są tacy, którzy oczekują pracy za stawkę 2-3zł za 1000zzs. Teraz pytanie za sto punktów. Wiesz, kto zgłasza się do tych zleceń? Ci sami poloniści, dziennikarze i copywriterzy z wieloletnim doświadczeniem. Kto by pomyślał… Jako ciekawostkę tylko podam, że za taką cenę można w ostateczności napisać luźny, nic nie wnoszący tekst, typu „jadłam ciastko, piłam kawkę, kupiłam ładne buty, było fajnie”, ale i to jest moim zdaniem marnowaniem czasu. Nie dość, że pieniądze są słabe, to jeszcze trudno się przy tym czegokolwiek nauczyć. Widząc takie zachowania tylko utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma się do czego/kogo przyrównywać.

Na co dzień zajmuję się pisaniem, dlatego siłą rzeczy moje przemyślenia oscylują wokół tego tematu. Ale podobnie rzecz wygląda w innych branżach. Ludzie niestety nie wiedzą, że często za pozorami czegoś wielkiego kryją się osoby o mniejszych kompetencjach i umiejętnościach. Poddają się, zamiast spróbować i przekonać się na własnej skórze o tym, ile ktoś będzie w stanie zapłacić za ich pracę.

Pozory mylą

Ostatnie lata były przełomowe w dziedzinie biznesów online. Z każdą minutą pojawiają się nowe strony internetowe, a wraz z nimi ich właściciele świadczący różne usługi: od IT, przez marketing, na rękodzielnictwie kończąc. Powiem wprost – przeglądając pierwsze lepsze witryny nietrudno stracić pewność siebie. Mimo całej mojej niechęci do coachów przeglądałam niektóre wypowiedzi szukając w nich czegoś dla siebie. Jak dużo zarabiać? Jak szukać klientów? I oczywiście sławetne „jak osiągnąć sukces”. Nie oszukujmy się, raczej wszyscy tu zebrani mają więcej niż 10 lat i wiedzą, że podstawowym zadaniem działalności jest zarabianie. A wszyscy chcemy zarabiać więcej. Nie uwierzę, jeśli ktoś powie, że tego nie chce.

Jakiś czas temu w całym tym ferworze szukania inspiracji znalazłam film na Youtube, gdzie prowadzący poruszył kwestie tych biznesów oraz tego, jak wyglądają one w rzeczywistości. Jedno zdanie zapadło mi w pamięć: jeśli ktoś wygląda na takiego, który ma 6 zer na koncie to znaczy, że ma dopiero 4 zera. To zwróciło moją uwagę, ponieważ pokryło się z jedną z moich ulubionych sentencji z książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Podaną w niej regułę można opisać w trzech zdaniach. Klasa biedna żyje z dnia na dzień. Klasa średnia wygląda, jakby była zamożną dzięki luksusom, na które wydaje pieniądze. Klasa zamożna zaś inwestuje w aktywa. Po kim na pierwszy rzut oka najbardziej będzie widać „bogactwo”? Po klasie średniej. I przypomniało mi się jeszcze jedno. Mam nadzieję, że kojarzycie Michała Szafrańskiego (jeśli nie, to zajrzyjcie koniecznie na jego social media, warto!). To autor bloga ” Jak oszczędzać pieniądze” oraz książki „Finansowy ninja”. Michał jest jedną z niewielu osób w polskiej blogosferze, będącą ekspertem w dziedzinie finansów. Od lat daje praktyczne wskazówki odnośnie oszczędzania i inwestowania. Poza płatnymi materiałami przekazuje za darmo mnóstwo, mnóstwo wiedzy! Jego majątek liczy się w milionach. I taka oto sytuacja następuje. Pomyśl przez chwilę,  jakie pytanie chciałbyś zadać milionerowi. Ile czasu zajęło mu zgromadzenie majątku? Czy każdy może osiągnąć taki sukces? Skąd zdobywał wiedzę? Jak rozpocząć własny biznes? No tym razem nie. Pytanie zadane Michałowi (ale nie pamiętam, czy było to pod jakimś jego filmem, czy opowiadał o tym we własnym materiale, więc nie będę zmyślać) brzmiało mniej więcej tak: Michał, skoro prowadzisz wykłady, to dlaczego przychodzisz na nie w jeansach i T-shircie, a nie w garniturze? Odpowiedź? Bo już nie musi. Jest na takim etapie, że sam wyznacza sobie dress code. A teraz przewertuj sobie filmy czy zdjęcia „biznesmenów”, jakich w sieci pełno. Ludzie nagrywający filmy z wakacji w najdroższych miastach świata, uwiązani krawatem pod samą szyję w 40-stopniowym upale. Czy mówię, że to źle? Może tak lubią, może im wygodnie, a może wszyscy mają jakiś syndrom zmarźlaka, nie mnie to oceniać. Natomiast chciałam podać ten ostatni przykład żeby pokazać, że nie wszystko złoto, co się świeci.

jak przestać się porównywać z innymi ludźmi

Internet poza całą wspaniałością docierania do każdego miejsca na świecie oferuje jeszcze jedno – możliwość zagrania kogoś, kim się nie jest. Kobiety pragną być piękne i szczupłe, więc nieustannie porównują się do gwiazd Instagrama. Mali przedsiębiorcy chcą rozwinąć biznes i zastanawiają się, czy znajdzie się dla nich jeszcze miejsce na rynku. Czy istnieje więc jakiś magiczny sposób na to, by przestać porównywać się z innymi?

 

3 rzeczy, które zmieniły mój punkt widzenia

Gdybym powiedziała, że całkowicie przestałam zwracać uwagę na innych, skłamałabym. Ale wydarzyły się trzy rzeczy, które sprawiły, że przyrówywanie się do innych osób przestało robić spoustoszenie w mojej głowie.

Kiedy działasz w Internecie jesteś dla innych liczbą. Im większą jesteś liczbą, tym większe zaufanie mają do Ciebie ludzie. Takie zachowanie nazywa się „społecznym dowodem słuszności”. Skoro inni to kupują, to musi być dobre. W momencie wkroczenia na rynek (zarówno z blogiem, jak i sklepem) byłam przekonana, że muszę mieć ogromne zasięgi i że uda mi się zrobić to w ciągu kilku miesięcy. Przecież innym się udało, prawda? Startowali 2-3 miesiące przede mną, różnica czasowa nie była duża. Sklepy miały już setki tysięcy followersów na Facebooku, a blogi po kilkadziesiąt. Więc jakoś się da.

A potem zderzyłam się z rzeczywistością. Reklamy w social mediach mogą zdziałać cuda, ale nie takie. Szczerze? Kiedy zobaczyłam, że bloga mało kto czyta, a social media StylowejTorby stoją w miejscu, rzuciłam to w cholerę przy pierwszym stałym zleceniu. Skupiłam się tym, co przynosiło mi dobre pieniądze. Ostatnio jednak w moim planie dnia zrobiło się trochę więcej miejsca. Spędziłam mnóstwo czasu na szukaniu informacji dotyczących tego, co mogę zrobić, by rozwinąć swoją działalność.

W nagłówku wpomniałam o trzech sytuacjach, które sprawiły, że zaczęłam stopować swoje wewnętrzne zapędy do porównywania się z innymi. Chcecie wiedzieć, co to było? Już Wam mówię.

  • Jak już pisałam we wcześniejszej części tego postu, dowiedziałam się, że mój tekst próbny wygrał z tekstami polonistów i osób z wieloletnim doświadczeniem w copywritingu. Nie ukrywam, dodało mi to skrzydeł i do tej pory jestem bardzo wdzięczna osobie, która umożliwiła mi stworzenie pierwszej książki jako ghostwriter. Jeśli teraz to czytasz, to bardzo Ci dziękuję. Dodatkowo fakt, że osoby z teoretycznie znacznie lepszymi umiejętnościami niż moje usilnie starały się pozyskać słabo płatne zlecenia upewnił mnie, że idę dobrą drogą nie wzorując się na nich.
  • Po roku funkcjonowania sklepu, po wielu dołach spowodowanych tym, że moje działania na social mediach nie przynoszą tak spektakularnych efektów, jak u konkurencji, dowiedziałam się o istnieniu botów (naprawdę rok temu myślałam, że ludzie samodzielnie wchodzą na mój profil, komentują mi zdjęcia a potem odchodzą 😀 ). A potem przy użyciu Socialblade prześledziłam, jak to wygląda na innych profilach.  Już nie wzrusza mnie nagły skok i jeszcze szybszy spadek obserwatorów po dodaniu hasztagu „kobietasukcesu”. Obmyślam strategię, robię grafiki, wrzucam. Robię swoje, a boty ignoruję.
  • Zrozumiałam, że istnieje skuteczna metoda na otrzymywanie opinii na Oferii, gdzie do tej pory szukałam w wolnych chwilach zleceń.  Kto działał na tym portalu ten wie, jak trudno dostać ocenę (ja na przykład z racji rodzaju współpracy jako ghost nie mogłam otrzymać referencji). Kojarzę masę osób zgłaszających się do zleceń z copywritingu. Niektórzy działają tam od lat, a podobnie jak ja nie mają żadnej opinii albo jedną czy dwie. Wyobraź sobie, jak byłam zszokowana, gdy zobaczyłam nowe konto, które miało na profilu ponad 15 opinii. Tym bardziej, że uzyskało je w ciągu miesiąca (!!!), a była to jakaś nowa agencja marketingowa. Jak to działa? Wystarczy założyć sobie 2-3 konta, wystawić z nich ogłoszenia (najlepiej do wykonania na cito), wybrać siebie i voilà! I w sumie nawet by mnie to bawiło, gdyby nie fakt, że Oferia, która posiada w regulaminie zapis o przeciwdziałaniu takim sytuacjom przeciwdziała raczej temu, by ktoś zgłaszał podobne zażalenia. Jeszcze jakiś miesiąc temu mogłam dokładnie prześledzić treść zlecenia, za które została wystawiona opinia, podejrzeć zgłoszenie osoby, która je otrzymała oraz propozycje wszystkich pozostałych. Dziś natomiast następuje automatyczne przekierowanie do listy zleceń. Pozostawię to bez komentarza.

W sieci możesz zapłacić za zasięgi i pozycję, w ten sam sposób możesz zdobyć albo samemu wystawić sobie opinie. Jednak wszystko można zweryfikować. Umiejętności kupić się nie da. Nie da się też kupić czasu, który jest niezbędny jeśli chodzi o pozycjonowanie strony w Google czy zdobyciu klientów. Niestety, z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że dwie rzeczy nie działają na pewno: kupne lajki oraz marnie wykonany marketing szeptany. Również w własnego doświadczenia (i to mogę napisać z dumą, a nie wstydem) mogę stwierdzić co działa i gwarantuje długoterminowe efekty. Co to takiego? Wystarczy tylko (albo AŻ) tworzyć praktyczny content. Wow, odkrywcze, co nie?

Kiedy szukałam informacji na temat tego, co mogłabym zmienić w swoich działaniach, trafiłam na ciekawe blogi. Jeden wyglądał moim zdaniem bardzo profesjonalnie, przeskakiwałam ze strony na stronę i dowiedziałam się samych konkretów. A jak się na nim znalazłam? Artykuł wyskoczył mi jako jeden z pierwszych linków po wpisaniu hasła w Google. Jak wygląda profil na Facebooku powiązany ze stroną? Niewiele ponad 200 obserwujących. Przecież teoretycznie ta osoba nie istnieje! A jednak nie przeszkodziło jej to w stworzeniu poczytnego bloga i założeniu działalności gospodarczej. Mogłaby mieć i milion kupionych polubień, ale gdyby nie tworzyła wartościowych artykułów, nikt by na nią nie trafił. 

Jaki z tego wniosek? Jeśli ktoś kupi statystyki, to będzie miał kupione statystyki. Jeśli natomiast włoży w to trochę ciężkiej pracy, skutki jego działań będą długofalowe i z pewnością przyjemne.

 

 

Pst! To też jest fajne 🙂 

 

 

Ludzie jej nienawidzą! Znalazła darmową, skuteczną metodę na to, jak przestać się porównywać! To…

Okej, mamy jeden clickbaitowy, „SEO friendly” nagłówek, więc wystarczy 😀

A teraz serio. Jedna rzecz. Zajmij się sobą. Tylko tyle i aż tyle.

Zajmij się sobą. Nie na zasadzie: poszukam informacji w Internecie, porobię ładne notatki, poczytam, dodam do zakładek. Nie! Jeśli masz zerową wiedzę to oczywiście, daj sobie czas na jej zdobycie. Ale niech to będzie tylko ułamek Twojego czasu. Jeżeli nie zaczniesz praktykować, to pozostaniesz na zawsze w sferze teorii.

Uwolnić się od mediów społecznościowych – to koronna zasada. Widzisz, mój największy ból to fakt, że blogowanie sprowadza się do pokazywania siebie w sieci. Dziś to już nie tylko dedykowana witryna internetowa, ale i Facebook oraz Instagram. Dwie rzeczy, które zabierają mnóstwo czasu. Czy korzystanie z nich sprawia mi przyjemność? Będąc zupełnie szczerą, to średnio. Nie fascynuje mnie sam fakt przebywania w social media. Za to lubię wymyślać content, tworzyć teksty czy grafiki i obserwować, co działa na odbiorców. Chyba moją największą manią jest taka dziecięca wręcz ciekawość i chęć nauki nowych rzeczy.

Dlaczego nie lubię wcześniej wspomnianych aplikacji? Twórcy celowo zorganizowali je w taki sposób, by w sekundę przykuć naszą uwagę, a potem powodować bezustanne scrollowanie, jednocześnie wyświetlając reklamy. I nie jestem kimś wyjątkowym, kto potrafi oprzeć się temu zjawisku. Wiem, że jeśli wejdę na Faceboka, to będę przesuwać pasek w dół i w dół zastanawiając się, czy tam niżej znajdę coś ciekawego. Infinity scrolling, zmora XXI wieku.

Kiedyś usłyszałam taką radę, by być twórcą, a nie odbiorcą. Dlatego też odcinam się od social media. Na tyle, na ile mogę. Prowadzę profile związane ze sklepem i blogiem, nie mogę się zupełnie wyłączyć. Staram się trzymać tej zasady i poświęcam maksimum czasu na tworzenie treści i minimum na jej odbieranie. Tworzę wpisy, umieszczam w sieci, a potem zamykam zakładki i wracam do pracy.

I tak, to wszystko sprawia, że przestaję się porównywać. Nie twierdzę, że nie mam takich myśli wcale. Ale gdy się pojawiają, mówię sobie „Lidka, te osoby, do których się przyrównujesz, działają już od lat. Jeśli w ciągu roku wskoczyłaś na etap, na którym jesteś obecnie, to gdzie możesz być za 10 lat? Jesteś w tym dobra, działaj dalej i daj z siebie max wysiłku” (jeśli się zastanawiacie to tak, mówię takie rzeczy do siebie na głos, działa!). Trzy sekundy użalania się nad sobą, mentalny kopniak i powrót na właściwe tory. I tyle.

Dotarliście do końca? Teraz powinnam zachęcić Was do zobaczenia innego mojego wpisu, ale nie tym razem! Zadanie na dziś: zamknij wszystkie zakładki i zacznij robić to, co planujesz od dawna. Może zmotywuje Was fakt, że taki „grafik płakał” jak ja, idzie zaraz kończyć własnoręcznie zaprojektowane CV tworzone od podstaw w Inkscape. Każda kreska jest tam moja. Czy jestem w tym świetna? Oj nie. Czy ktoś zrobiłby to lepiej? Zdecydowanie! No to tym bardziej muszę się tym zająć!

Na początku pisałam o tym, że to trochę „żalpost”. Im więcej piszę, tym bardziej sobie uświadamiam, że tak musiało być. Musiałam zmarnować całe miesiące mojego życia, żeby w końcu się trochę ogarnąć. W sieci jest wiele wpisów na temat porównywania się, sama je kiedyś czytałam. Czy podziałały? Nie wiem. Samo czytanie mi nie pomogło, za to nauczka na własnych błędach już tak. Czy ten wpis jest przełomowy? To już powinni osądzić moi czytelnicy. Nie zmieni on faktu, że ludzie zawsze będą pokazywać się w lepszym świetle, niż naprawdę się znajdują. Nie sprawi też, że nagle zaczniesz myśleć o sobie w samych superlatywach i w mig polecisz otworzyć własną firmę. Ale chciałabym, aby każdy, kto przeczytał do końca zmienił tylko tę jedną rzecz w swoim zachowaniu. Kiedy w myślach znowu zaczniesz zastanawiać się, czy jesteś od kogoś gorszy, pomyśl o tym, jaka jest szansa na to, że jesteś lepszy. Co zrobisz z tą myślą, zostawiam już Tobie.

P.S. Czasem myślę sobie, dlaczego tak dużo czasu zajmuje mi stworzenie nowego artykułu na swojego bloga. Cóż, licznik pokazuje jakieś 3000 słów, około 20 tysięcy znaków i prawie 80 wersji szkicu – może to dlatego.

 

 

 

  • Haha, na drugiej grupie też widziałam fragment Waszej konwersacji 🙂 Aż czasem chcę napisać „chłopie, najpierw się odwdzięczaj, bo wraca dokładnie to, co sam od siebie dajesz”, ale co ja się będę produkować… Więc omijam wątek 😛

    Jeszcze tyle przede mną, że zdążę kilka razy zmienić koncepcję zapewne, tak więc przetestuję wszystkie możliwości i formaty 😀 Wiem, że nie wszystko może się trzymać kupy, ale lubię się czasem wyżyć „artystycznie” 😉

  • Chyba wiem kto Ci tak krew psuje… z resztą nie tylko na tej grupie woła o pomoc, na innych dwóch staramy się pomóc, ale bez brandzlowania, to jeszcze potrafi się oburzyć 😉 Rozumiem tę wielowątkowość, sama do niedawna pisałam mega rozwlekłe teksty, a jak ktoś dotarł do końca, to prosił o medal 😀 Wtedy w moje ręce wpadła wspominana gdzieś tutaj „Biblia…” Pana Puzyrkiewicza i choć nie piszę tekstów typowo sprzedażowych, to nauczyłam się wywalać, skracać, nie owijać w bawełnę. Na początek zrobiłam tak raz, potem drugi. Zapytałam stałych czytelników. Im się podoba, mnie też jakoś tak mimo wszystko lżej na duszy, ale… po to opłacasz hosting i domenę, żeby robić na swoim blogu to, na co masz ochotę i czego nie zakazuje prawo, o! 😀

  • Bardzo Ci dziękuję za rady, fajnie je poczytać oprócz „ochów i achów” 🙂 Jakoś tak mam, że jak piszę na dany temat, to staram się go wyczerpać i uwielbiam dużo pisać (mam kilka pomysłów na książki, ale zabrać się za to, to inna kwestia). Krótkie posty wydają mi się być takie…puste 🙂 No ale może się przemogę i chociaż postaram się to ze sobą pomieszać.

    Ciągle jeszcze nie zdecydowałam tak naprawdę jakiego typu zdjęcia chcę mieć na blogu, ale odpuściłam te ze stocka, stąd pewnie dużo pracy przede mną, aby było to spójne 🙂 Ale jak zdjęcie przyciągnęło uwagę, to się bardzo cieszę.

    Gdybym wtedy nie dostała tej oferty, to pewnie siedziałabym teraz na etacie, którego nie lubię. A tak wiem, że to będzie wymagać ode mnie wiele wysiłku, ale mogę dużo osiągnąć. Wsparcie i takie mniejsze i większe sukcesy to super motywacyjne kopniaki.

    A co do ostatniego Twojego zdania… Zauważ, jak wiele jest ludzi na grupie, przez którą się poznałyśmy. I jest tam kilka osób, które notorycznie olewają innych, co więcej, samemu żądając porad! (Jeden taki to mnie doprowadza do białej gorączki swoimi postami o pomoc 🙂 ). Teraz, kiedy sama bloguję, to komentuję wpisy, które odwiedzam, niezależnie od tego, jakich informacji szukam. Przecież ludzie wchodzą na te strony, a jakoś tak nauczyliśmy się przeczytać i wyjść, tylko wtedy może się okazać, że potem nie ma do czego wracać. Zostaną nam tylko topowi blogerzy, a po mediach społecznościowych dokładnie widać, jak to działa. Tylko garstka jest godna zaufania, a resztę się obserwuje, bo każdy to robi.

    Nie wiem, co ze mną nie tak, ale chyba po prostu jestem taka wielowątkowa, nawet w komentarzach 😛

  • Lidka, poruszasz w tym wpisie tyle tematów, że ja bym go najchętniej pocięła na co najmniej 3 wpisy 😛 No i nie będę ściemniać – ja już od dawna się staram nie porównywać, a raczej zdrowo podglądać. Porównywanie jest totalnie bez sensu. Dopiero teraz doceniam odwieczne słowa mojej mamci – patrz na siebie! 😀 Fakt, że chyba co innego miała na myśli, bo słyszałam to najczęściej, gdy np. czegoś nie zrobiłam i zapytana zaczynałam zdanie od „a ona…” 😉 Oczywiście do wpisu przyciągnęło mnie zdjęcie, bo książkę Dale’a Carnegie bardzo lubię i polecam każdemu! Nie do końca może powiązana jak dla mnie z tematem, ale ważne, że zadziałała 🙂 Jak wspomniałam, wydaje mi się, że poruszyłaś bardzo wiele wątków, które zasługują na osobne wpisy, ale faktycznie się trochę wiążą z porównywaniem siebie do innych. Jest to na bank brak pewności siebie, nic tak nas nie zabija jak to, gdy przy niskiej samoocenie zaczynamy się porównywać. Druga sprawa to może być strach przed ryzykiem i tym tzw. „sukcesem”, czyli to, o czym pisałaś – chcę stworzyć markę odzieżową, ale przecież nikt tego nie kupi… A co będzie, jeśli sporo osób to kupi? Wtedy nasze życie się zmieni, a to przecież najstraszniejsze! 😉 I ostatnia sprawa, która też tu nie jest bez znaczenia, czyli brak wsparcia. Zauważ jak Ci szybko skrzydła wyrosły, gdy dostałaś odpowiedź w sprawie oferty… Niestety twórcy internetowi są strasznie samotni w tym, co robią. Wszyscy chcą treści, jak najszybciej, jak najlepszych, najlepiej za darmoszkę, ale dać coś w zamian choćby w postaci opinii, komentarza pod wpisem – na to już nie mają czasu, bo do „mienia czasu” jesteś Ty…

  • Akurat Panią Swojego Czasu miałam podać za przykład… Jak zaczynała blogowanie, to się nie porównywała, bo nie miała na to czasu. Jak na tym wyszła? 😀

  • :))))

  • Jej, pierwszy raz słyszę to powiedzenie i aż je sobie zapiszę! To jest idealne podsumowanie 😉

  • Dziękuję 🙂 No właśnie, mój dopiero się rozkręca i sama nawet nie wiem, jak to będzie wyglądać w przyszłości. Ale liczba wejść czy lajków nie zastąpi tego, kiedy ktoś mówi „wiesz, to jest dla mnie ważne i cieszę się, że o tym piszesz”. Oczywiście, liczby też są ważne. Im ich więcej, tym więcej osób może przeczytać Twój wpis i wynieść z tego coś dla siebie. Ale jakość jest ważniejsza, w końcu i tak nie da się pisać dla wszystkich 🙂

    A widzę, że Twój blog jest tematyczny, więc tym bardziej lepiej zrzeszyć wokół siebie grono takich „eko-zapaleńców” i osób, które chcą bardziej dbać o środowisko, niż trafiać do wszystkich i czytać „e tam, kiedyś to było i nikt na to nie patrzał i wszyscy żyli” 🙂

  • Również mam taką nadzieję. To wydaje się być proste, ale nie jest… Nawet jak wiemy, że jesteśmy w czymś dobrzy i inni nam o tym mówią, to z tyłu głowy jest taki chochlik, który powtarza, że wcale nie. A takiego chochlika trzeba złapać, przemówić do rozumu i wyprosić 🙂

  • Niestety zbyt często się porównujemy do innych…albo chcemy robić perfekcyjnie, a jak mawia Pani Swojego Czasu- zrobione jest lepsze od doskonałego:))

  • Fajny wpis! Mój blog długo się rozkręcał i być może nigdy nie będzie zadowalająco popularny, ale… może dzięki mojej pracy czytają mnie ci, którzy są po prostu właściwymi odbiorcami? 🙂

  • Ania Wójtowicz-Wnuk

    Hej! Ważny temat poruszyłaś. Mam nadzieję, że wiele osób, które ma z tym problem dotrze do Twojego bloga i wpisu i przeczyta, jak można sobie z tym poradzić i żyć swoim życiem w wolności.

  • Dziękuję i na zdrowie. 🙂

  • Hej Michał 🙂
    Byłam w szoku, kiedy zobaczyłam pierwszy komentarz na moim blogu należący do Ciebie! 🙂 Czuję się zaszczycona.
    Sama też na początku tak myślałam, „skoro koleś jest bogaty, to dlaczego tak nie wygląda”. Ale to było dawno temu, jeszcze zanim zrozumiałam, że wiedza od pana w koszulce i dżinsach przydaje mi się w życiu bardziej, niż formułki wygłaszane przez „facetów w czerni”. Na przykład plik z budżetem domowym uświadomił mi, ile potrafię wydawać na niepotrzebne rzeczy, a nie, że „jestem zwycięzcą” 🙂 Oby więcej takich ludzi jak Ty w polskiej blogosferze!
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Hej Lidka,

    Tak – zdecydowanie dobrze piszesz. 🙂 Dziękuję za wzmiankę. Mocna piątka od gościa w t-shirt’cie. A swoją drogą ta uwaga pojawiła się jako komentarz już kilka razy w różnych odmianach – zarówno na blogu, jak i na YT. Inne tego typu to przykładowo „skoro masz tyle pieniędzy, to zafunduj sobie przeszczep włosów”. 😉

    Pozdrawiam ciepło!