Jak schudłam 8 kg bez diety i siłowni?

Na temat tego, jak wyglądały moje początki z odchudzaniem, dlaczego właściwie przytyłam, co się ze mną w tym czasie działo i jakie błędy popełniałam zaplanowałam całą serię wpisów. Na początek jednak napiszę o tym, co może Was najbardziej zainteresować, czyli co robię obecnie, że udaje mi się poprawiać sylwetkę. Jak schudłam 8kg bez diety i siłowni? Czy było to trudne zadanie?

Przede wszystkim, chudnę wolno, ale stale, więc nie znajdziecie cud porad jak schudnąć 10 kg do lata, bo wiem po sobie, że takie restrykcje utrzymywałam przez tydzień, a potem się poddawałam i wracałam do złej diety. Wspomniane 8 kg schudłam w okresie mniej więcej dziesięciu miesięcy. Zaznaczam jednak, że próby zrzucenia wagi podejmowałam od trzech lat i dopiero w trakcie tych ostatnich miesięcy udało mi się uzyskać postęp.

Ustalmy coś na początek. „Normalne” jedzenie to spożywanie takiej ilości kalorii, jakiej wymaga nasz styl życia. Dieta, to sposób odżywiania mający na celu rezygnację z jakichś produktów i często rezygnację z części kalorii. To, że chudnę bez diety nie znaczy, że wpycham w żołądek co się da i w dowolnych ilościach. To nie jest normalnie jedzenie tylko obżarstwo. Natomiast to, że nie chodziłam na siłownię nie znaczy też, że leżałam w łóżku 24h/dobę.

Są trzy ważne aspekty, które trzeba wziąć pod uwagę przy całym procesie odchudzania. Pierwsze, to co jemy. Drugie, to czy jesteśmy aktywni fizycznie. Trzecie, co się roi w naszej głowie. Osiągając równowagę w tych trzech dziedzinach jesteśmy w stanie uzyskać zadowalające efekty.

 

JAK SCHUDŁAM 8KG BEZ DIETY – SPOSÓB ŻYWIENIA

jak schudłam 8 kg

Na starcie w kwestii jedzenia uprzedzam pytania – jem słodycze i z nich nie zrezygnuję. Kocham czekoladę i żyję z nią w długotrwałym nieformalnym związku, nie zamierzamy się ze sobą rozstawać 🙂

 

  1. 1Jestem świadoma tego, ile dziennie kalorii spożywam. Od czasu do czasu prowadzę dzienniczek spożywanych kalorii (opis dzienniczka, gdy się pojawi, będzie dostępny TU). Jest to ważne głównie na starcie, gdy musimy ustalić, ile tak naprawdę jemy. Nie chodzi o obsesyjne liczenie każdego grama, ale na początku nie wiedziałam, ile kalorii rzeczywiście sobie dostarczam. Dopiero takie sprawdzanie uświadomiło mi, że ciastko czy cukierek ma ich około 70. A nie jestem typem osoby, która zatrzymuje się na jednym cukierku. Wykonałam niezbędne obliczenia i wiem, że dla mnie optymalną dzienną dawką jest 2000 kcal i staram się wokół tego oscylować. Jeśli zjem więcej, to mam świadomość, że pofolgowałam sobie.
  2. Jem to, na co mam ochotę, ale w małych porcjach. Nie wiem jak Wy, ale ja gdy mam ochotę na czekoladę, to jem czekoladę. Gdy mam ochotę na mięso, to jem mięso. Miewałam jednak momenty, gdy tak trzymałam się diety, że marząc o czekoladzie jadłam zdrowy słodki substytut, na przykład daktyle. Ale nie pomagało, i tak ostatecznie zjadałam czekoladę, a dodatkowe kalorie z daktyli wpadły już wcześniej. To samo ze śniadaniami. Swego czasu nauczyłam się, że jadłam owsiankę albo jaglankę. W pewnym momencie nie mogłam już patrzeć na słodkie śniadania, i tak koniec końców dojadałam jakieś kanapki, a wcześniejsza jaglanka to było 300 dodatkowych kalorii. Odpuściłam więc posiłki, które POWINNAM jeść, bo są zdrowe i lekkie. Zmniejszyłam też ilość węglowodanów dodawanych do obiadu. Jak czuję, że mój żołądek się zapełnia, kończę jedzenie.
  3. Staram się nie kupować produktów, które wiem, że zjem niezależnie od ich ilości. Będą to wszelkiego rodzaju ciasta z kremem, eklery, rolady z bitą śmietaną, to jest moja zmora. Rzadko sobie na to pozwalam. Dopiszę tu jeszcze kebaby, w moim miasteczku jest jeden lokal, w którym mogłabym żywić się codziennie.
  4. Staram się nie kupować produktów, które zjem tylko dlatego, że mam je pod ręką. Tak dzieje się z wieloma słodyczami i chipsami, których smaku nie lubię, ale potrafię zjeść z nudów. Do tego praktycznie całkowicie zrezygnowałam z drożdżówek, pączków itp, czyli produktów, które objętościowo są dość spore, a które na ogół dojadamy do końca- bo przecież nie wyrzucimy.
  5. Nie głodzę się. Głodzenie się było jednym z powodów, dlaczego nie traciłam na wadze. Nie muszę chyba powtarzać że głodny organizm działa inaczej, włącza mu się tryb rezerwy, i tak sobie zmagazynuje tłuszcz, a do tego nie mamy na nic siły. Jeśli nawet schudłam 1 kg w trakcie głodówki to przybrałam tyle samo natychmiast po normalnym posiłku.
  6. Piję wysokozmineralizowaną wodę oraz zieloną i czerwoną herbatę. Czasem są to dwa litry dziennie, czasem litr. Ale piję wodę, która dostarcza dużo składników mineralnych do organizmu. Do tego w 1,5-litrowym dzbanku zaparzam herbatę, którą popijam w ciągu dnia.

 

JAK SCHUDŁAM 8KG BEZ SIŁOWNI  – AKTYWNOŚĆ

jak schudłam 8 kg

 

Pst! To też jest fajne 🙂

 

 

  1. Aktywność fizyczna zamiast siedzenia. I nie mówię tu o zabójczych treningach 6 razy w tygodniu. Często nawet nie miałam czasu ani ochoty na ćwiczenia. Pracowałam przez dwa lata w sklepie, w którym panował średni ruch, często miałam sporo wolnego czasu. Ale tym samym miałam sposobność, by na przykład poprzestawiać skrzynki na magazynie. Dwie godziny dźwigania i przekładania zrobiły swoje. Jak nie miałam siły dźwigać, to myłam okna i szyby, wycierałam kurze, przestawiałam, układałam, robiłam wszystko, by się trochę poruszać. Do tego mając zajęcie nie myślałam o podjadaniu.
  2. Aktywność w domu. Od kiedy nie pracuję na etacie mam zdecydowanie za dużo wolnego czasu, więc wcześniejsze układanie magazynu w pracy zastąpiłam treningami wykonywanymi w domu. W zależności od kondycji danego dnia i rodzaju ćwiczeń są to treningi trwające po około 40-70 minut wykonywane 3-5 razy w tygodniu. Natomiast uważam, że ważne jest, by po prostu czasem się poruszać. Zamiast obejrzeć kolejny odcinek serialu odkurzyć mieszkanie, umyć podłogi i okna, zetrzeć kurze. Zdziwicie się, ile kalorii można spalić przy takich prostych domowych czynnościach. W jednym i drugim przypadku można spalić nawet kilkaset kalorii!
  3. Nie przetrenowuję się. Staram się regularnie być aktywna, jednak każdy ma gorsze dni. Jeśli w trakcie wykonywania ćwiczeń czuję się źle, odpuszczam. Nic na siłę.
  4. Korzystam z kalkulatorów spalania kalorii. Dzięki temu wiem, ile kalorii spalam podczas danych czynności. Świadomość tego, że każda minuta aktywności to kilka kalorii mniej to coś, co motywuje mnie do dalszej pracy.

 

JAK SCHUDŁAM 8KG BEZ DIETY I SIŁOWNI – PSYCHIKA

 

  1. Nastawiam się na długotrwały cel. Wiecie kiedy w końcu udało mi się zacząć chudnąć, a nie tylko powodować wahania wagi  w górę i dół? Kiedy uświadomiłam sobie, że do mojej maksymalnej wagi przytyłam w czasie dwóch lat, więc nie schudnę z powrotem w ciągu pół roku. Dopiero, gdy wrzuciłam na luz, nie podejmowałam wyzwania super bikini do wakacji, przestałam zaprzątać sobie tym głowę, pojawił się progress.
  2. Nie wywołuję w sobie poczucia winy. Nie zawsze waga pokazuje mniej niż ostatnim razem. Nie zawsze udaje mi się trzymać założeń, by nie jeść dużo słodyczy. Nie zawsze chce mi się ruszyć z łóżka. Nie biczuję się wtedy, nie nazywam leniem, nie płaczę, jaka to ja jestem beznadziejna. Robię sobie luźny dzień, a następnego wstaję i się poprawiam.
  3. „Chcę i mogę” zamiast „muszę i nie mogę”. Chcę być aktywna. Lubię być świadoma tego, ile kalorii tracę podczas ćwiczeń. Lubię, gdy po treningu czuję każdy mięsień swojego ciała. Mogę uprawiać sport kilka razy w tygodniu, mogę mieć też tydzień przerwy.  Próba zmuszania się do ćwiczeń czy jedzenia potraw, których nie znoszę, przynosi odwrotne rezultaty, niż bym chciała. Patrzę na to, co jest zdrowe dla mnie, a nie dla ogółu.
  4. Nie wyznaczam dat rozpoczęcia działania, tylko robię to od razu. Słyszałam taką anegdotkę, że ktoś powiesił nad łóżkiem kartkę z napisem „Od jutra zaczynam ćwiczyć”. Codziennie budził się i wiedział, że JUTRO musi zacząć. Jutro nigdy nie nadeszło. Dlatego jeśli chcę wyznaczyć sobie jakiś cel, to zaczynam w momencie, gdy tylko taka myśl przyjdzie mi do głowy.

Jak zmotywować się do odchudzania?

Co uważam za najważniejsze z powyższych punktów? To, by wyluzować i nie poddawać się po pierwszym potknięciu. Nie da się żyć perfekcyjnie w każdym calu, tak jak byśmy to sobie wyobrażali.

Wiecie kiedy najczęściej upadała moja motywacja? Gdy przez miesiąc byłam z siebie dumna, szło mi świetnie, zwracałam uwagę na to co jem, miałam przed oczami cel. A potem przyszedł gorszy czas, ewidentnie przesadzałam z ilością słodyczy czy potraw typu kebab i pizza. I wtedy myślałam, że wszystko, co do tej pory miałam poszło daleko hen i muszę pracować od nowa. A nieprawda. Wystarczyło kilka dni rozwagi i wszystko wracało do normy.

Błędnie oczekujemy, że schudniemy, jak nie zjemy kawałka pizzy. I tak samo błędnie uważamy, że jak zjemy ten kawałek to już koniec naszego zdrowego trybu życia. Teraz trzeba leżeć i płakać i obżerać się dalej, bo i tak schrzaniliśmy sprawę…

Jeśli nie masz motywacji, czujesz się zmęczony i nie do życia, poleż jeszcze przez godzinę, daj sobie ten czas. Ale potem wstań, zrób kilka przysiadów i pompek. Zobaczysz, że gdy poczujesz pracę mięśni zachcesz więcej. Zjedz tylko kawałek czekolady zamiast całej. Zamiast myśleć o działaniu, działaj już teraz. I nie poddawaj się swoimi drobnymi porażkami, bo życie trwa dalej i czeka Cię jeszcze wiele upadków. I co, za każdym razem będziesz wracał na start, bo na chwilę się zatrzymałeś w trakcie maratonu, a zakładałeś, że ukończysz go bez przeszkód?

Duże zmiany zaczyna się od drobiazgów. Może niektóre rady wydają się banalne ale u mnie ich wynikiem jest 8 kg mniej na wadze. Jacyś chętni do wypróbowania?