Jak (nie) bronić polskiej, chrześcijańskiej rodziny? Marsz Równości w Białymstoku

Od wczoraj Internet obiegają doniesienia z wydarzeń, jakie miały miejsce na białostockim marszu równości. Ja, jak to ja, wzdycham tylko. Przywykłam. Słyszałam, że było źle, czyli standardowo. Podczas surfowania po sieci migają mi filmy, jakich wiele – krzyki, petardy, dym, policja. Polska. Swego czasu widziałam też urywki z marszów w innych miastach, klimat był podobny. Wchodzę na Twittera i nie wiedzieć czemu, klikam hasztagi: LGBT, MarszRówności, Białystok. Zagłębiam się więc w ten temat, choć na ogół staram się tego nie robić, coby nie zwariować. Przeglądam tablicę i niedowierzanie zmienia się w przerażenie.

Obrona polskiej rodziny i chrześcijańskich wartości

Ci ludzie do ostatniej kropli krwi byli gotowi bronić polskich rodzin, wszystkich dzieci (o ile nie byli to homoseksualni nastolatkowie, oczywiście) oraz chrześcijańskich wartości.

Kochający ojciec. Zabiera 2-letnie dziecko w spacerówce, by od małego uczyć go miłości do bliźniego. Chce pokazać publicznie, jak ważne jest dobro jego dziecka. Nie będzie jakiś gej pluł mu w twarz. Prowadzi więc wózek naprzeciw hordzie uzbrojonych po zęby policjantów. Jego dziecko jego miłością i jego tarczą, więc prowadzi wózek przed sobą. Jedno dziecko na dziesiątki policjantów. Rzeczywiście, kiedy grupa rusza do boju, chrześcijański tata wychodzi z sytuacji cało. Boska ochrona.

Uczmy nasze dzieci chrześcijańskich wartości.

Kochająca matka. Układa rączkę dziecka, pokazując mu, jak wystawić środkowy palec. Idą tak ramię w ramię, a matka krzyczy „wypierdalać”. Dziecko nie krzyczy. Ma dopiero 3 lata i ledwie nauczyło się wymawiać „dada”. Trzeba poczekać do następnego marszu.

Uczmy nasze dzieci chrześcijańskich wartości.

Boscy wojownicy. Ich usta bez chwili wytchnienia wypełniają przestrzeń hasłem: Bóg, Honor, Ojczyzna. Chrześcijanie, katolicy. Dzierżą w rękach petardy i kamienie. Rzucają nimi w uczestników marszu – nastoletnie dziewczyny i starsze kobiety. Zbierają się grupami i napadają pojedyncze osoby. Ich bóg jest tak zajęty spisywaniem listy homoseksualistów, których wyśle do piekła, że zapomina dodać mocy swoim bojownikom prawdy na ziemi. Dlatego muszą grupowo nawracać jednostki.

Bóg, Honor, Ojczyzna.

Lekarze z powołania. Bezinteresownie chcą pomagać młodym kobietom w odnajdowaniu swojej prawdziwej orientacji. „Jak cię wyruchamy, to poczujesz się prawdziwą kobietą”. Tak niewiele, a tak wiele może znaczyć dla dziewcząt, które zagubiły się jak owieczki. Ktoś musi je poprowadzić.Wystarczy porządnie wygrzmocić każdą kobietę na ziemi i nie ostanie się żadna lesbijka, wszystkie dostąpią miłości bożej. Choć można kilka z nich zostawić,  byleby się za mocno nie wychylały. W końcu trzeba zachować jakiś margines człowieczego błędu, który będzie grał w filmach porno. Te, wiecie, two girls, one…

Bóg, Honor, Ojczyzna.

Czyściciele. Na filmach porno lesbijki da się oglądać. Ale facetów nie. Ich oglądanie czyścicieli nie podnieca (albo podnieca, dlatego muszą to wyprzeć). Dlatego trzeba wyplewić ich do cna. Krzyczą więc „wypierdalać, wypierdalać!”. To sprawia, że geje przestają być gejami. Kto wie, może za rok będą mogli wespół bronić chrześcijańskich wartości?

Bóg, Honor, Ojczyzna.

 

Jeśli piekło istnieje, kto do niego trafi?

Zawsze dziwi mnie śmiałość w głoszeniu tez o tym, co zrobi bóg. Kogo kocha, kogo nienawidzi. Kto będzie żył w niebie, kto trafi do piekła. Jest tak, że im mniej znamy się na pewnych tematach, tym bardziej wydaje nam się, że wiemy dużo. Dlatego naukowcy poszerzają wiedzę, robią kolejne badania, sprawdzają obecny stan rzeczy pod różnym kątem. Wiedzą, ile jeszcze może ich zaskoczyć. I z tego samego powodu antyszczepionkowcy wiedzą, że szczepionki zabijają, bo pani Justyna napisała na tablicy, że dziecko umarło przez odczyn poszczepienny.

Chcąc nie chcąc, miałam w życiu wiele do czynienia z książką, jaką jest Biblia. Trzymałam ją w ręku więcej razy, niż mogli trzymać wszyscy uczestnicy dzisiejszej kontrmanifestacji. Założę się, że ci, którzy krzyczeli najgłośniej „Bóg, Honor, Ojczyzna”, w życiu nie przeczytali nawet strony. Im więcej bowiem się ją czyta, tym bardziej wiadomo, że niczego tak naprawdę nie wiemy. Co brać dosłownie, co jest przenośnią? Czy Apokalipsa to sterta metafor, czy może opisuje najazd kosmitów na „niebiańskich rydwanach”?

Nie jestem katoliczką. Nie jestem już chrześcijanką. Jestem osobą niewierzącą, która nie wyklucza tego, czego nie widziała, ale równocześnie nie wierzy w to, czego nie widziała. Mam za to wierzących znajomych. Część z nich cieszy się, że wiodę dobre życie i ulepszam świat dookoła jak tylko mogę. Inni za to gdyby mogli, ukamienowaliby mnie za „lewackie poglądy”. Mam też znajomych patriotów. Jedni zbierają papierki po cukierkach z trawy. Inni zakładają na miasto koszulki z orłem.

W Białymstoku otrzymaliśmy najlepszy przykład tego, jak nie bronić chrześcijańskich wartości. W tej książce, o której wyżej wspomniałam przed chwilą, jest takie ważne zdanie „Bóg jest miłością”. Fanatyczni katoliccy przedstawiciele nie walczą o chrześcijańskie wartości. Są dżihadystami, tylko na miarę naszego kraju. Nie walczą też o własne dzieci, co pokazał pan z wózkiem. To zwyczajna patologia, która chce bezkarnie ponapierdalać słabszych, dając tym samym upust swoim prawdziwym pobudkom!

Co do jednej rzeczy jestem jednak przekonana. Jeśli istnieje jakieś miejsce, jakieś piekło, do którego trafiają źli ludzie, to gorący kocioł już czeka na tych, którzy wycierają sobie brudne gęby wyższymi wartościami. Na kochającego tatę. Kochającą mamę. Boskich wojowników. Lekarzy z powołania. I czyścicieli.

  • Z chęcią Cię odwiedzę na FB:)

    Dla mnie ta wymiana zdań też jest pozytywnym doświadczeniem. Zapraszam do siebie, również zamierzam Cię odwiedzać:)
    Cieszy mnie, że internet pozwala na taka wymianę:)

  • A to zapraszam na mojego Facebooka, tam na pewno wpadnie powiadomienie, jak tylko dodam wpis 🙂 Mogę zagwarantować, że będzie gorąco!

    Bardzo mi się miło z Tobą dyskutuje 🙂 Potwierdza się moja (albo i nie moja) teza, że w prowadzeniu bloga i działalności internetowej nie chodzi tyle o kontent strony, co o charakter drugiej osoby. Wpadnę do Ciebie czasami pogawędzić pod ciekawym artykułem 🙂

  • Tak, masz racje ludzi nie zmienimy.
    Fanatyzm w odniesieniu do jakiejkolwiek dziedziny (nawet tej z założenia dobrej), zazwyczaj nie prowadzi do niczego dobrego. Ciekawa jestem jakiej tematyki, dotyczy ten nowy artykuł o jakim wspominasz:)

    Ja też znałam osoby, które żyjąc głębokiej wierze (a nie religijności), potrafiły pokazać na czym polega miłość do bliźniego, szacunek.

    Chyba się z Tobą zgadzam – często rozmowa z radykalistami nie ma sensu, bo ona nie prowadzi do niczego, poza tym, że ludzie radykalni walczą o patent na rację. A przecież w dialogu międzyludzkim, wcale nie chodzi o racje 😉

  • Generalnie ludzie są różni i tego nie zmienimy. Ale najgorsi są właśnie fanatycy, niezależnie od tego, o jakim wyznaniu czy środowisku mowa. Mam w przygotowaniu równie mocny artykuł o pewnej grupie społecznej, której radykalna odmiana zamiast zmieniać świat na lepsze, tylko ośmiesza całą resztę.

    Byłam wychowana w religijnej rodzinie (ale nie katolickiej) i wiem, jak wygląda temat fanatyzmu od podszewki. Co lepsze, to, jak żyje dobry człowiek pokazała mi koleżanka, która jest praktykującą katoliczką, ale nie fanatyczką.

    Nauczyłam się nie wdawać w polemikę z radykalistami – nie dość, że się nie dogadamy, to jeszcze nerwy poszargane 🙂

  • Dziękuję:) Bardzo dobrze mi się czyta.ło ten artykuł, a sama tematyka jest mi bardzo bliska (i prywatnie i zawodowo).

    Doskonale rozumiem Twoja sytuację – sama mam wielu znajomych, którzy są wierzący (różne wyznania) i mogę o nich powiedzieć, że są „dobrymi ludźmi”. Znam też osoby, które są „bardzo religijne” – i to jest problem. Są wyznawcami religii, a nie osobami które kierują się uniwersalnymi wartościami, które byłoby dobre dla społeczeństwa. To tzw. fanatycy…

  • O, miło mi Cię tu widzieć 🙂 Z jednej strony jako niewierząca mogłabym mieć tę całą sytuację gdzieś. Ale znam chrześcijan z prawdziwego zdarzenia i to, co wyprawiają fanatycy, jest zaprzeczeniem jakichkolwiek wartości. Bycie dobrym człowiekiem nie zależy od wyznania, co tylko potwierdziły wydarzenia z Białegostoku.

  • Bardzo ciekawy artykuł, bardzo aktualny i jakże…prawdziwy? Jeśli mogę tak napisać – szczególnie w kontekście tego walczenia o „wartości chrześcijańskie”, w których to człowiek przestał być wartością…