Najgorszy nocleg w Krakowie – każdy może tam wejść!

Dwie koleżanki z Polski postanowiły udać się w podróż życia na drugi koniec świata (do Krakowa) niespodziewanie szybkim środkiem transportu publicznego (pociągiem).

Dwóch kolegów z Włoch postanowiło udać się w podróż życia na drugi koniec świata (do Krakowa) jeszcze szybszym środkiem transportu publicznego (samolotem).

Co łączy tych czworo nieznajomych? Czy ich losy splotą się w niespodziewanych okolicznościach? Czy będą wieczorne spacery, romanse, wieloletnie przyjaźnie? Koniecznie zostań do końca tego artykułu i przekonaj się!

Doprawdy, próbowałam ubrać ten wpis w słowa na wiele sposobów. Tym razem postawiłam na porywający storytelling. Ale uwierz, to nie będzie byle jaka opowieść! Ta historia wydarzyła się naprawdę i przyprawi Cię o gęsią skórkę.

jak wybrać tani nocleg w Krakowie
Lilyfly.pl/ Kraków, Sukiennice

Historia pewnej podróży do Krakowa…

Był letni, pogodny wieczór. Po ośmiu godzinach podróży pociągiem ze Szczecina do Krakowa postanowiłyśmy z koleżanką udać się do zarezerwowanego apartamentu, by przygotować się na ciąg dalszy naszej eskapady. Czterdzieści minut w tym przypadku przeszło piechotą. Po tym czasie dotarłyśmy na miejsce. Naszym oczom ukazał się żółty budynek przy ulicy Mostowej na zachwycającym, krakowskim Kazimierzu. Tak, tuż obok tego pięknego mostu z kłódkami zakochanych, z których 60% rozeszło się rok później, 30% rozwiodło, a pozostałe 10%… Dobra, ubarwiam, po prostu bawią mnie te kłódki. Co z tym apartamentem? Z daleka na fasadzie budynku lśniła złota tabliczka z napisem „XXX APARTMENTS coś tam, coś tam”. Nie podam nazwy, ale wyszukanie tego nie będzie trudnym zadaniem. Kod do głównej bramy poznałyśmy przez telefon. Udałyśmy się przez podwórko do naszej klatki. Blok był połączony z siedzibą MOPS-u, ale właściwie nam to nie przeszkadzało. Hmm, klucze, gdzie mogą być klucze? A, pod wycieraczką są!

Jeszcze się nie zaświeciła lampeczka w głowie? Jak otworzyłyśmy drzwi, wcale lepiej nie było. Ale dobra, przyjechałyśmy tu się szlajać po mieście i robić fotki, N. dodatkowo idzie na koncert. Chcemy się tu TYLKO wykąpać i wyspać.

Czy w naszym apartamencie można było się wykąpać i wyspać?

Tutaj macie zdjęcia naszego prysznica. Nie wiem, na ile to widać, ale w normalnym prysznicu woda leci na dół i rozprasza się na boki pod kątem około 45 stopni. W naszym apartamencie woda leciała na boki i ewentualnie od tej krzywizny rozpraszała się do pionu pod kątem 45 stopni. Coś tam się inżynierom pokiełbasiło. Nie muszę chyba dodawać, że cała łazienka była potem zalana wodą?

jak wybrać tani nocleg w Krakowie
Lilyfly.pl/ Taki miałyśmy komfortowy prysznic!

Byłabym zapomniała. Był dostęp do kuchni. Na klatce, między naszymi a sąsiednimi drzwiami, na jakimś stoliku stała mikrofalówka. Chyba była tam też pralka. A w naszym pokoju na parapecie znajdowała się jednopalnikowa (brudna) kuchenka elektryczna. Ale przysięgam, to, to jeszcze nic!

Najgorszy nocleg w Krakowie – dzień pierwszy

Pierwszego dnia zrobiłyśmy paręnaście kilometrów na piechotę. Cokolwiek nie działoby się w hostelu, nic nie mogło mi obrzydzić Krakowa. To miasto jest przepiękne i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Bardziej, niż w Warszawie.

Była godzina prawie 23. Jako pierwsza poszłam pod nasz cudowny inaczej prysznic. N. relacjonowała zza drzwi, że na klatce słychać jakieś spadające butelki i krzyki. Po chwili jednak hałasy ucichły. Wyszłam spod prysznica i napawałam się pięknem pościeli w misie. Siedziałyśmy tak zmęczone w ciszy. Do czasu.

– Uch! – nie dało się nie słyszeć męskich jęków z klatki schodowej.

– Uchłełełeleyyyyyyyyy – stękanie było coraz mocniejsze.

Siedziałyśmy jak wryte.

– Czy tam ktoś sobie właśnie robi dobrze – zapytała N. z widoczną na twarzy odrazą.

Najpierw poczułyśmy obrzydzenie. Potem strach. Nie minęłyśmy się do tej pory z żadnym lokatorem. Byłyśmy same na piętrze, a przynajmniej tak myślałyśmy. Dwie dziewczyny i jakiś oblech na zewnątrz. N. dalej siedziała jak wryta. Ja niby chciałam wyjść i otworzyć drzwi, ale walczyłam ze sobą. Bałam się przeraźliwie. Adrenalina pewnie pomogłaby mi się obronić, ale strach był równie ogromny, co nerwy. Trochę nas zatkało i czas na chwilę się zatrzymał. Chyba podświadomie czekałyśmy na jakieś zbawienie.

– Hey, do you need ambulance? – usłyszałyśmy z korytarza. Wtedy już obie poderwałyśmy się do drzwi. Czyżby to nie były jęki zboczeńca, a rannego człowieka?

Wybiegłyśmy na klatkę (miałyśmy jakieś dwa metry do drzwi, w końcu apartament miał 2×2 metry) i zobaczyłyśmy dwóch mężczyzn męskich w każdym calu oraz jednego niedomagającego faceta, leżącego na dnie schodów głową w dół. Na górze, pod naszymi nogami ostała się pusta butelka po Perle Chmielowej i telefon komórkowy.

Jakiś człowiek przyszedł z podwórka i wszedł na klatkę. Cóż za standardy bezpieczeństwa w tych krakowskich apartamentach!

Ale, ale! Chyba nie myślicie, że to było najgorsze, prawda?

jak wybrać tani nocleg w Krakowie
Lilyfly.pl/ Cudowna, fotogeniczna ulica Nowa w Krakowie

 

Pst! To też jest fajne 🙂

To było najgorsze – obcy w pokoju! 

Okazało się, że nasi sąsiedzi przybyli z Włoch. Pierwszy raz w Polsce. Podobnie jak my, dostali się do środka wpisując kod przy bramie. A jak dostali się do pokoju? Klucz pod wycieraczką. Oh, wait! Jaki klucz? Drzwi przecież były otwarte. A w środku? W środku na ich łóżku leżał obszczany, pijany koleś. Żeby nie było, facet był na tyle kulturalny, że grzecznie zapytał ich, czy może przenocować w tym pokoju…

Pierwszy raz w Polsce. Pięknie. Zapamiętają tę podróż do końca życia. Zresztą, nie omieszkali nas zapytać, czy w tym kraju to normalne, że ludzie piją na umór. I co im odpowiedzieć, kiedy u nas co sezon kawa w markecie drożeje o kolejne 2 złote, a pół litra Żubrówki od 4 lat można niezmiennie kupić za 19,99zł?

– Nie, na przykład my jesteśmy normalne – nie wiem, czy ich to jakkolwiek przekonało.

jak wybrać tani nocleg w Krakowie
Lilyfly.pl/ Widok z punktu widokowego na Wawelu

Najgorszy nocleg w Krakowie i żenująca postawa zarządcy

Co zrobić w takiej sytuacji? Od kolegów z naprzeciwka dowiedziałyśmy się, że zadzwonili do właścicieli powiadomić ich o tym, co się zdarzyło. Ci mieli przyjechać wraz z policją. My również zadzwoniłyśmy do nich i dowiedziałyśmy się, że będą za 20 minut. No i przyjechali. My już prawie szykowaliśmy dowody osobiste, policja pewnie będzie chciała zapytać o szczegóły.

Ale moment, jaka policja?

Właściciele, a raczej zarządcy nieruchomości weszli do nas na górę. Dowiedzieliśmy się, że:

  • taka sytuacja nigdy wcześniej nie miała miejsca,
  • to normalne, że w Krakowie bezdomni wchodzą na klatki do hosteli (what?!),
  • policja tego pana zabierze i już nie będzie nas niepokoił,
  • ten pan nocował tu dwa tygodnie wcześniej, zapamiętał kod i wiedział, że klucze są pod wycieraczką,
  • kodu do bramy zmieniać nie będą,
  • klucze dalej będą pod wycieraczkami, ale na pewno w przyszłości to zmienią,
  • tak w ogóle, to nie ma się czego bać, bo on nam gwarantuje, że sytuacja się więcej nie powtórzy i tu jest bezpiecznie.

Opiekunowie budynku zeszli na dół. My oraz dwójka naszych nowych kolegów zostaliśmy na górze. Po chwili jeden z nich, Filippo, zapytał, gdzie policja i o co tu właściwie chodzi. Cóż, nie wiedziałyśmy, jak mu powiedzieć, że nikt z tym nic nie zrobi. Włoch zszedł na dół i przyszedł po paru minutach. Co się okazało? Że pan, którego już tu ponoć nie było, stoi ledwo na własnych nogach, a para przekonuje go, że musi opuścić podwórko. Że właściwie, to wygląda, jakby się znali. I że żadnej policji nigdzie nie ma.

Pan zarządca wrócił na górę powiedzieć nam, że sytuacja opanowana i już się nie ma czego bać. Stał naprzeciw mnie i kłamał prosto w oczy, uśmiechając się przy tym, jakby to wszystko było kręcone ukrytą kamerą. Byłam tak wściekła, że miałam gdzieś to jego bajadurzenie. Ale wiesz, co jest najgorsze? Ani razu nie usłyszeliśmy słowa „przepraszam”. Null, zero. Nie ma za co przepraszać. Choć teraz się nie dziwię, bo to raczej standard w tamtych progach. To, co w normalnych hostelu uznano by za włamanie, tu „czasem się zdarza i jest normalne”.

Natomiast po tej sytuacji dowiedziałam się o sobie dwóch rzeczy:

  • jak się rozgadam po angielsku, to czasem nikt mnie nie rozumie, nawet ja sama,
  • kiedy jestem stanowcza, to ludzie się mnie boją.  😀

Ponoć w trakcie naszej rozmowy towarzyszka zarządcy szukała ratunku w oczach mojej koleżanki (a przynajmniej taką informację otrzymałam – koleżanka uznała, że ona się odzywać nie musi, bo ja zrobiłam całą robotę 🙂 ). Może pani myślała, że N. powie, żebym dała sobie spokój. Ale przysięgam, byłam bardzo kulturalna, tylko stanowcza. Nie używałam wyzwisk, nie podnosiłam głosu, nie krzyczałam. Nie ukrywałam oburzenia, co to, to nie.

–  Czy pan siebie słyszy? – nie wiem, co strasznego jest w tym zdaniu. Z pewnością nie jest niczym miłym słuchanie takich słów. Lecz mi również nie było miło, gdy usłyszałam, że pijanego mężczyznę zabrała policja i „już go tu nie ma”, po czym okazało się, że pan ciągle był na dole, a żadnej policji nikt nie wzywał.

Ale to jeszcze była sytuacja do opanowania, gdyby tylko zarządcy zachowali się jak należy. Wystarczyło wziąć winę na klatę, jak najszybciej ogarnąć środki zapobiegawcze i przeprosić. Tymczasem nas olano, praktycznie wyśmiano. A, przepraszam. Dostałyśmy za to 30zł rabatu (z prawie 400zł za pobyt).

jak wybrać tani nocleg w Krakowie
Lilyfly.pl/ Kazimierz to klimatyczne miejsce…

Najgorszy nocleg w Krakowie – dzień drugi

Kolejnego dnia rzeczywiście żaden obcy człowiek nie pojawił się na klatce. Za to towarzystwo z dołu dobrze się bawiło. Za dobrze.

–  Sebaaaaaaa, pijesz? Czemu nie pijesz? Pij Seba! – połączone z jebitnym trzaskaniem drzwiami. I tak od trzeciej rano, kiedy to N. obudziło szarpanie za naszą klamkę i pukanie do każdego pokoju, aż do piątej. O piątej ja się wybudziłam.

Tak leżałyśmy sobie coraz to bardziej wnerwione. Pierwszej nocy spałyśmy godzinę ze strachu, że znowu ktoś obcy może się pałętać po klatce. Teraz spać się nie dało.

– Seeeeeebaaaaa! – jeb drzwiami. – Sebaaaaaaa! – jeb drzwiami. Echo niosło się po całej klatce.

No i tu miarka się przebrała.

Po raz kolejny adrenalina wezbrała we mnie tak mocno, że nawet, gdyby pijany koleś do mnie skakał, to chyba nie dałby mi rady. No dobra, pewnie uciekałabym w podskokach, ale byłam mega wściekła.

– Zamknąć się w końcu, albo na policję zadzwonię! – krzyknęłam z góry.

– Kim ty kurwa jesteś? – usłyszałam w odpowiedzi.

– Jak zadzwonię na policję, to się dowiesz, kim kurwa jestem! – przyznaję, że z każdym dniem pobytu w apartamencie przy ulicy Mostowej, moje możliwości dyplomatyczne malały do zera.

I zadziała się magia. Nagle koledzy zaczęli uciszać jegomościa, który policji się nie bał ani trochę. No ale znajomi się bali, więc po kilku minutach nastała względna cisza.

Najgorszy nocleg w Krakowie – dzień trzeci

Trzeciej, ostatniej nocy było nam wszystko jedno, czy się wyśpimy. Byłyśmy tak przemęczone, że marzyłyśmy o kimaniu w wygodnym i cichym (w porównaniu do apartamentu) pociągu. W ciągu ośmiogodzinnej podróży spałyśmy więcej i lepiej, niż przez 3 dni spędzone w Krakowie.

Gwoli ścisłości. Z tego, co się zorientowałam po powrocie, hostel miał kilka razy zmienianą nazwę. Inna jest na Booking, inna w Google Maps. Nie wiem, czy przy ulicy Mostowej w Krakowie są jeszcze jakieś hostele. Ale nie chcę podawać nazwy „apartamentów”, nie chcę też szkodzić niewinnym, którzy nieszczęśliwe znaleźli się w otoczeniu tego czegoś. Tak więc jeżeli znajdziecie nocleg na ulicy Mostowej, to wystarczy, że sprawdzicie w serwisie Booking, tam wybrzmiewa moja ocena w bardzo podobnym tonie, co tutaj. Tej historii nie da się pomylić z żadną inną. Opinie są też w Google, ale te, z tego co wiem, można usunąć.

jak wybrać tani nocleg w Krakowie
Lilyfly.pl/ Stary Rynek w Krakowie

Jak wybrać tani i dobry nocleg w Krakowie (i nie tylko)?

Kiedy szukałam noclegu, sprawdzałam oczywiście opinie. Tylko było to raczej przejrzenie ocen niż konkretnych komentarzy – te doczytałam później i spodziewałam się po nich co najwyżej syfu w pokoju. Syfu, nie meliny. Tak więc dobra rada mądrej Polki po szkodzie: czytajcie wszystkie oceny. Sortujcie po najgorszych i najnowszych, z tych dowiecie się najwięcej. W końcu ktoś mógł po negatywnej opinii pójść po rozum do głowy i poprawić warunki w hostelu. Mógł też, podobnie jak państwo z apartamentów przy Mostowej, mieć to totalnie w dupie i od 2017 roku do dziś nie wymienić zepsutej spłuczki i prysznica. A wspólna toaleta na korytarzu miała zepsuty zamek 😀

Co do tych arcyważnych pytań z początku artykułu. Nie było romansów, nie było splecionych dróg. Zmęczeni sąsiedzi poszli spać, a potem nie napotkałyśmy ich już na swojej drodze.

Dwa tygodnie później pojechałam na kolejną wycieczkę do Krakowa i było PRZE-ŚWIE-TNIE! Jak tylko przygotuję wpis o super-ciekawych miejscach, które tam odkryłam, podlinkuję go również tutaj.

P.S. Dziękuję N. za wszystkie te piękne zdjęcia 🙂

Jeśli Tobie również zdarzyły się (nie)ciekawe przygody związane z noclegiem, podziel się tym w komentarzu!

[aktualizacja 29.07.2019]

Chciałam sprawdzić, czy po naszym pobycie opinie w hotelu zmieniły się na lepsze i czy zarządcy podjęli stosowne kroki. Tymczasem opinie w Google zniknęły! Z tego, co wyczytałam, wystarczyło zamknąć poprzednią wizytówkę firmy i stworzyć nową. W ten sposób zaczynają z czystą kartką. Pewnie dlatego na Booking jest około 150 opinii, a w Google było wcześniej 8. Najwyraźniej to stała polityka firmy. Można wystawiać oceny od nowa, ale pewnie właściciele liczą na to, że nikomu nie będzie się chciało wracać do starych spraw. Manipulacja poziom hard.

  • No cóż, takie uroki kamienic, choć w nowym budownictwie nosi się chyba jeszcze gorzej (przynajmniej mam takie odczucia). Mi w czasie kolejnego wyjazdu wywozili gruz z naprzeciwka od 6 nad ranem. Wściekłam się niemiłosiernie, ale to nie wina właściciela, że obok coś budują.

    A co do tych samych pozytywnych ocen, to jak zaczęłam przeglądać zlecenia, w których ktoś chce, by wystawiać mu opinie na różnych stronach i to „tak, żeby wyglądało naturalnie”, to zupełnie straciłam zaufanie. Jeszcze parę lat temu mocno kierowałam się opiniami, teraz zawsze jestem podejrzliwa i szukam tych wyglądających na rzetelne. Po prostu trzeba być gotowym na wszystko 😀

  • Z opcji schronisk nigdy nie korzystałam. Po czasie dowiedziałam się, że w tej samej cenie miałabym nocleg w normalnym hotelu, w troszkę innej lokalizacji, ale dalej blisko centrum i dworca PKP. Nauczka, by nigdy więcej nie szukać noclegu na ostatnią chwilę.

  • Ja już nawet nie biorę ich pod uwagę. I masz całkowitą rację, w miejscach utrzymujących się z turystów nikt nie będzie zwracał uwagi na takie „szczegóły”, jak komfort klientów. Oni zawsze przyjadą, a po nich zawsze będą następni i następni.

  • Jakoś zawsze udawało mi się ogarniać noclegi w dobrej cenie i nie miałam takich problemów. No ale teraz mam nauczkę na przyszłość 🙂

  • Naprawdę przykre doświadczenie Was spotkało… Niestety, czasem lepiej wydać trochę więcej pieniędzy za wyższy standard.

  • Magda Lena

    Dokładnie jak przedmówca Przemek omijamy hostele szerokim..a nawet bardzo szerokim łukiem, po tym jak musieliśmy na boso….nawet bez japonek( !) chodzić po całym hostelu w Wiedniu (w japońskim!). Jak widać hostele nie muszą się martwić o „klientów” bo tacy zawsze będą, szczególnie w takim miejscu jak Kraków.

  • Przemek

    Dobrnąłem do końca opowieści. Wnioski? Cóż. Ja osobiście nigdy żadnych hosteli czy innych apartamentów nie biorę pod uwagę jako bazy noclegowej. W ogóle staram się wybierać noclegi poza wielkimi aglomeracjami. Jeśli już to zdecydowanie lepszą formą są schroniska młodzieżowe. Ich standard z roku na rok jest coraz lepszy.

  • Ja przyjęłam zasadę, że jak są same złe, to nie biorę. Jak są same dobre, to się boję, a jak mieszane, to sprawdzam czego dotyczą złe 😀 Ostatnio np. mieliśmy mieszkanko w Łodzi któe w rzeczywistości było jeszcze ładniejsze niż na fotach, zdjęcia na bookingu sprzed remontu, gdy kamienica była jeszcze obdrapana,a odnowili ją na cacy. Uwagi dotyczyły głównie hałasu i faktycznie – układ kamienicy taki, że podwórko to była tuba i niosła wszystkie dźwięki + brak siłownika w ciężkiej bramie… W piątek „oglądaliśmy mecz z sąsiadem”, w sobotę „uczyliśmy się grać na tubie”, a w sobotnią noc „śpiewaliśmy karaoke” z dziewczynami, które wcześniej uczyły się grac na tubie, ale przynajmniej nikt nam do chaty nie właził 😛

  • Dziękuję bardzo, również pozdrawiam 🙂

  • Podróżując sama albo z koleżanką na pewno zdecyduję się następnym razem na hotel. Zawsze to większe poczucie bezpieczeństwa. Ale tak, jak mówisz, przez 3 dni zero spokoju.

  • O dokładnie, pokój wydawał się być duży, a to była klitka. Na zdjęciach pokazany nowoczesny apartament, w rzeczywistości po prostu kamienica ze skrzypiącą podłogą. Nie widzę niestety możliwości zgłoszenia na Booking. Poza tym, oszczędzają na standardzie, przez tyle lat hajs się zgadza, akurat by ich taka kara dotknęła 😀

    Cóż, mam nauczkę na przyszłość – dokładnie czytać najniższe opinie. Choć i tak niektórych rzeczy nie da się ustrzec.

  • Niestety masz rację z tymi zdjęciami! Byłam w hostelu w Lublinie, w którym miał być mały pokój, ale na zdjęciach wyglądał na dwa razy większy. Co prawda część bagażu musieliśmy odnieść do samochodu, bo plecaki podręczne + torby podróżne się ie zmieściły, ale jednak było bezpiecznie i bardzo, bardzo czysto! A tam na bookingu nie ma przypadkiem opcji, żeby zgłaszać niezgodności? Może im jakąś karę umowną wlepią czy coś…

  • Rozumiem, że mogło Cię to zniesmaczyć. Ja nie ukrywam, że pijaków nie znoszę i mam o nich zdanie takie, jakie mam. A bezdomni to trochę inna sprawa i jak tylko mogę, to pomagam. Choć w przyszłości może bardziej trochę będę uważać na język, wcześniej nawet o tym nie pomyślałam, więc dziękuję za uwagę 🙂

    Wiesz, opinii było prawie 150, zdjęcia tylko od obiektu. Musiałam zarezerwować nocleg na szybko, spojrzałam na złe oceny sprzed kilku miesięcy i martwiłam się, że co najwyżej będzie brudno. Ale co innego syf, a co innego strach. Właśnie zaraz będę robić aktualizację artykułu, bo sprawdziłam i opinie w Google zniknęły, jakby umieścili obiekt od nowa, nie wiem, co tam się zadziało… Dlatego też piszę o ocenach 10/10, bo to w połączeniu ze zmianami nazw i usuwaniem obiektu z listy i dodawaniem na nowo pokazuje niezłą manipulację. Ocen z Booking nie usuną, ale można je „zagłuszyć”.

    Gwarantuję, że po zdjęciach nie zorientowałabyś się, że coś jest nie tak. Poza tym pojawiła się nowa opinia z opisem (poza dwoma kolejnymi dziesiątkami od jakichś randomów…), że standard zupełnie odbiegał od zdjęć. Powiedziałabym, że zainwestowali w fotografa, zamiast w naprawy. Widziałam całość na żywo, teraz znowu patrzę na zdjęcia i zastanawiam się, czy na pewno spałam w tym samym miejscu. Dobre światło sprawi, że nawet stare sprzęty będą wyglądały na nowe.

    A tydzień później byłam w innym apartamencie i tam zgadzał się każdy detal, a na żywo pokój wyglądał jeszcze ładniej, więc się da!

  • Przyznam, że do czytania zniechęciło mnie określenie „pół człowiek – pół obszczymur”, bo nawet „obszczymur” czy inny bezdomny jest dla mnie przede wszystkim człowiekiem, ale dobrnęłam do końca tego długiego wpisu 😉 Zastanawia mnie, czy nie było żadnych opinii na temat tego lokalu na booking? Nie było zdjęć? Pytam, bo napisałaś, że hostel zmienia nazwy (ma inną na booking, a inną w Google), ale skoro brałyście z bookinga, to pewnie i inni brali. Już od jakiegoś czasu spotykam się z sytuacjami, gdy ludzie marudzą, że na bookingu bajka, piękne zdjęcia, a w realu melina. Mnie się to jeszcze nigdy nie zdarzyło, wręcz czasem miejsce okazywało się jeszcze lepsze. Zawsze czytam dokładnie opis, oglądam zdjęcia, ale przede wszystkim czytam opinie, bo tam można zaleźć coś, do czego sam właściciel się nie przyzna 😀 Całkiem niedawno przed wyjazdem do Łodzi czytałam opis „wyremontowany apartament, bla bla bla”, a w opiniach informacja, że niby łóżko wymienione, a jednak dziwnie poplamione (nie wnikam od czego 😉 ). Do tego odpowiedź właścicielki „przecież to nowe łóżko, gdzie Pan tam plamy widziałeś?”… i tutaj kolejna ważna informacja – jeśli właściciel tak reaguje na bookingu, gdzie ta odpowiedź zostanie i będzie widoczna dla wszystkich, to jak się musi zachowywać na miejscu? 🙂 Życzę Tobie i koleżance, żeby Was już coś takiego nie spotkało, choć i tak miałyście lepiej niż moi znajomi, którym nie potwierdziło wpłaty i musieli na wyjeździe zapłacić drugi raz (a nie śpią na pieniążkach) czy koleżanka, która trafiła do rudery, w której nawet na mydle był grzyb 😉

  • człowiek liczy na spokojny wyjazd a tutaj takie nieprzyjemne przygody jeszcze za sporą kasę :/

  • Gabriela Mohlek

    Świetnie opisane, masz bardzo dobre pióro, pozdrawiam