Redukcja z Yazio – chudłam prawie kilogram tygodniowo!

Chcecie schudnąć? Wystarczy, że będziecie mieć ujemny bilans kaloryczny. Proste, prawda? Teoretycznie tak, w praktyce wszyscy wiemy, jak to wygląda. Ale nie bójcie się, nie wszystko stracone! Przedstawiam Wam pomocną aplikację, która pomoże w kontrolowaniu kalorii spożywanych w ciągu dnia. Statystyki bloga mówią mi, że lubicie tę tematykę. Pierwsza recenzja pojawiła się w poście o dzienniku żywieniowym Yazio. Redukcję, na której aktualnie jestem, opieram na wyliczeniach tego kalkulatora. I wiecie co? Odchudzanie to teraz bułka z masłem! 

Czym jest Yazio?

Yazio to kubeł zimnej wody dla ludzi, którzy twierdzą, że paczka ciastek do porannej, popołudniowej i wieczornej kawy nikomu nie szkodzi.  I dla tych, którzy są święcie przekonani, że jedzą normalnie, tylko geny mają nieodpowiednie.

Kiedy jakieś 3 lata temu zainstalowałam ten program na telefonie, moje życie zmieniło się o 90 stopni. Czemu nie o 180? O tyle zmienia się dopiero w momencie, kiedy oprócz posiadania Yazio regularnie z niego korzystam. Nawet najlepsza aplikacja nie schudnie za nas i warto o tym pamiętać, kiedy szukamy winnych swoich niepowodzeń. Dlatego nie umieszczę tu zdjęć wielkiej przemiany, bo takowej  (jeszcze) nie było. Zdradzę jednak, że mam za sobą już 25% wyznaczonego celu. To co, gotowi?

Yazio – na redukcji chudłam kilogram tygodniowo!

Trzymając się ustalonych wytycznych, na diecie z Yazio chudłam około kilograma tygodniowo. Nie wykonywałam żadnych dodatkowych treningów, a redukcja wagi była spowodowana wyłącznie odpowiednio dobraną ilością spożywanych kalorii. Wiem, że niektórzy z Was mają problem z określeniem swojego limitu, dlatego przeprowadzę Was przez ten proces krok po kroku.

Na początku obliczyłam swoje PPM i CPM. Aby to zrobić, możecie skorzystać z dowolnego kalkulatora dostępnego w sieci, na przykład tego. Zatrzymajmy się jednak na chwilę na powyższych skrótach. PPM to ilość kalorii, jaką musicie dostarczyć swoim organizmom na przeżycie. W moim przypadku wynosiło ono 1600 kalorii.

To bardzo ważna kwestia, bo nawet niski i szczupły człowiek potrzebuje do przeżycia więcej, niż 1000 kalorii. Zawsze! Pamiętajcie, że schodząc poniżej swojego PPM nie odchudzacie się, tylko powoli zabijacie. Wyniszczacie swoje organizmy. Nie będziecie piękni i szczupli, tylko smutni i niedożywieni, a Wasze organy wewnętrzne zgniją jak każdy kwiatek, który próbuję hodować. Zrozumiano?

Cała magia obliczania dziennego zapotrzebowania zaczyna się w momencie wyznaczania CPM. Założę się, że jest to jednocześnie powód nadwagi osób, które teoretycznie mają ustalone kalorie. Nam się wydaje, że paczka ciastek ma 300 kalorii, a na półgodzinnym treningu spalamy tych kalorii z tysiąc. Tymczasem jest dokładnie tak samo, tylko na odwrót – paczka ciastek ma 1000 kalorii, a na treningu spalamy ich 300 (i to na takim intensywnym). Dlatego zanim wybierzecie w kalkulatorze CPM swoją aktywność, dobrze to przemyślcie.

Moje CPM wynosi około 2000-2100 kalorii. Jedząc tyle, utrzymałabym aktualną wagę. Mi zależało na tym, by schudnąć, więc ucięłam około 300 kalorii. Celowo wybrałam niską aktywność, bo jest ze nią różnie. Jednego dnia dużo chodzę, przez następne dwa siedzę i piszę po kilkanaście godzin. Jednak staram się jak najczęściej być w ruchu, więc co dodatkowo spalę, to moje 🙂

Yazio – tak wyglądała u mnie dieta

Zacznę od najważniejszej wskazówki, która diametralnie zmieniła mój pogląd na odchudzanie z Yazio. Znacie to podejście: WSZYSTKO ALBO NIC? Bo ja znam. To sprawiało, że moja redukcja zawsze kończyła się fiaskiem i powrotem do dawnej wagi. Ale teraz jest inaczej. Dlaczego?

W poprzednim wpisie o Yazio wspomniałam o „ptaszku”, który mógł być”

  • zielony, jeśli zjedliśmy mniej kalorii,
  • pomarańczowy, jeśli zjedliśmy więcej, ale dzięki ćwiczeniom i tak byliśmy na plusie,
  • czerwony, jeśli przekroczyliśmy dzienny limit.

Wtedy twierdziłam, że to świetny motywator. Dziś jestem przeciwnego zdania. Wszystko było dobrze, dopóki trzymałam się określonego limitu. A potem na salony wchodziła pizza. Albo były święta. Albo po prostu danego dnia byłam bardziej głodna. I co? Znacznik był czerwony, a ja czułam się przegrana. Wszystko albo nic.

Jestem takim typem człowieka, który dużo myśli i kombinuje. Jeśli coś nie działa, podchodzę do tego z innej strony. Tak też było tym razem. Świadomość, że poddałam się po tygodniu idealnej diety, demotywowała mnie strasznie. Co zrobić? Jeszcze bardziej pilnować diety i stresować się każdą kalorią? Wpadłam na zupełnie inny pomysł.

W aplikacji wpisałam sobie PPM jako dzienny limit. Mój znacznik zawsze jest czerwony! Ba, jeśli jest zielony to znaczy, że w danym dniu nie dojadłam, co nie jest dobre. Muszę zjadać minimum 1600 kalorii i starać się nie przekraczać 2000 kalorii dziennie. Przestałam spinać się tym, że zjadłam o 50kcal za dużo. Tyle spalę w ciągu dnia chodząc z pokoju do kuchni, aby przygotować posiłki.

Moja dieta wyglądała tak, że jadłam to, co dawniej, tylko w określonych ilościach. Zaczęłam panować nad objadaniem się niezdrowymi przekąskami. Codziennie pozwalałam sobie na mały grzeszek, najczęściej w postaci lodów czekoladowych (około 250 kalorii). Zdarzały się oczywiście wpadki, co zobaczycie na screenach na końcu postu. Nie żywiłam się sałatkami. Przestałam też demonizować pieczywo, choć wcześniej go unikałam. Nauczyłam się robić pyszne, wielowymiarowe kanapki z dużą ilością dodatków.

Jeśli chodzi o ćwiczenia, to były one sporadyczne. Miałam wyrzuty sumienia, kiedy zupełnie pochłonął mnie nowy sezon Stranger Things i siedziałam przy nim cały dzień, dlatego wyciągałam step i robiłam godzinny trening. A potem były tygodnie, kiedy wcale nie ćwiczyłam. Za to znalazłam świetny sposób na legalne zjedzenie dodatkowej przekąski: idę po nią do sklepu oddalonego o 2 kilometry. Spalam batona, jeszcze zanim zdążę go zjeść!

 

Pst! To też jest fajne 🙂

 

Yazio – redukcja przynosi pożądane efekty

Teraz część, która pewnie najbardziej Was interesuje, czyli efekty. 3 czerwca zaczęłam z wagą 80kg. Po trzech tygodniach ważyłam 3 kilogramy mniej. Potem byłam w rozjazdach i przerwałam korzystanie z Yazio. Jadłam mniej i bardziej kaloryczne potrawy, ale też dużo chodziłam, dlatego moja waga stanęła w miejscu.

Wraz z końcem wyjazdów wróciłam do zapisywania posiłków. Aktualnie waga wynosi 75 kg i ciągle spada. To dlatego tak kocham Yazio! Redukcja polega tylko na trzymaniu się wyliczonych kalorii. Jem co chcę (nawet pizzę) i odnoszę oczekiwane efekty. Aplikacja przypomina mi tylko, że mam się nie objadać.

Żeby była jasność: mówiąc „chudłam kilogram tygodniowo” mam na myśli tygodnie, w których aktywnie korzystałam z aplikacji. Wystarczyło kilka wyjazdów, żeby spowolnić redukcję. A ja nie mówię, że trzymając Yazio na telefonie można szybko schudnąć, tylko korzystając z Yazio i trzymając się kaloryki można szybko schudnąć. Subtelna różnica, prawda? Może dlatego wiele osób nie chudnie, i dlatego ja wcześniej miałam z tym problem, bo aplikacja tylko „była”, zamiast „być używaną”.

Jakie są moje wnioski po dwóch miesiącach redukcji z Yazio?

Wniosków mam kilka.

  1. Wszystko się da, o ile będę się pilnować.
  2. Naprawdę wystarczy przestać kontrolować talerz, żeby waga stanęła w miejscu lub kilogramy wróciły. Zwłaszcza, jeśli ktoś boryka się z kompulsywnym objadaniem.
  3. Chodzenie do sklepu na drugi koniec miasta to fajna opcja na zjedzenie ulubionego batona bez wyrzutów sumienia.
  4. Kanapki są super.
  5. Odchudzanie nigdy nie było tak proste przyjemne.

Jeżeli nie porzucę redukcji z jakiegoś durnego powodu (typu: o nie, zjadłam dziś pizzę i dwa batony, moja redukcja nie ma sensu, nie chcę tego wpisywać do dziennika, a teraz będę jeść co mam pod ręką), to za jakiś czas powiadomię Was o kolejnych postępach. O Yazio nie mogę powiedzieć złego słowa. Dopóki trzymam się zamierzonych wytycznych, aplikacja spełnia swoje zadanie w stu procentach. I to nie jest sponsorowany wpis – Yazio jest genialne, tak po prostu! 🙂

Tak wygląda moje liczenie kalorii na diecie z Yazio

Mała niespodzianka dla wszystkich, którzy zostali ze mną do końca. Załączam screeny moich posiłków. Tych, którzy będą pytać „gdzie owoce i warzywa?!” informuję, że owoców prawie nie jem, a warzyw do aplikacji nie wpisuję (oprócz ziemniaków). Nie chce mi się notować trzech wiśni i 5g porzeczek dodanych do porannej owsianki.

Yazio dieta Yazio dieta Yazio dieta Yazio dieta Yazio dieta Yazio dieta Yazio dieta

Jak widać, na diecie nie mam ochoty na szpinak czy jagody goji. Wolę naleśniki z nutellą i bitą śmietaną wliczone w bilans. Jem to, co lubię w odpowiednich porcjach. Mimo mniejszych lub większych potknięć (jak 1750kcal przyjętych ze słodyczy i chipsów….) waga spada. Ciekawe, jakie osiągnę efekty, jeśli tylko uparcie będę trzymać się wpisywania posiłków do Yazio. Póki co jest postęp, a jak to będzie wyglądać dalej – zobaczymy. Będę Was o tym informować na bieżąco!

Wpis NIE jest sponsorowany.

  • Gosia

    Pączek na diecie? Takie diety nigdy mnie nie przekonują. Jestem za zdrową dietą ułożoną przez dietetyka, bowiem każdy z nas ma inne zapotrzebowanie. Ważne, aby wyliczyć makro. W ten sposób maż schudł 15 kg. Minęło 3 lata, efektu jojo nie ma. W kwestii margaryny – bardziej ufam krowie niż chemikowi 🙂

  • chudnąć to akurat możesz, bo tłuszcz się nie zamieni w tłuszcz i prędzej czy później go spalisz, a węgle jednak idą w boczki 😀

  • Haha, widzisz, w tych agencjach tak źle płacą, że nawet na masło mnie nie stać ;D Ale przynajmniej będzie można stworzyć taki artykuł: Producenci masła jej nienawidzą! Je margarynę, żyje i chudnie 😀

  • Margaryna… nie gadam z Tobą 😛