„Jak nas widzą” – będziecie kląć z oburzenia! [RECENZJA]

Jestem aktualnie po długim i nie ukrywam, męczącym psychicznie seansie miniserialu „Jak nas widzą”. Uwierzcie mi, dawno nie klęłam tyle, co przez te 5 godzin. Kiedy zobaczyłam trailer o młodych chłopcach niesłusznie oskarżonych o gwałt, od razu dodałam program do swojej listy na Netflixie. Serial opowiada historię pięciu dzieciaków, które znalazły się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, przez co straciły bezpowrotnie młodzieńcze lata.

Poniżej macie oficjalny zwiastun.

„Jak nas widzą” – gorzka recenzja [UWAGA, SPOILERY!]

Jest 19 kwietnia 1989 roku. Czterej czarnoskórzy chłopcy: Anton, Yusef, Kevin i Korey oraz latynos Raymond właściwie się nie znają. Tego wieczoru udają się za większą grupą w poszukiwaniu ciekawego zajęcia. Policja otrzymuje zgłoszenie o bandzie zaczepiającej ludzi w Central Parku. Zgarniają kogo mogą, w tym trójkę naszych bohaterów. Resztę zatrzymają później. Od tej pory ich życie zmieni się w piekło.

Tego samego wieczoru policja znajduje zgwałconą i pobitą do nieprzytomności kobietę. Żyje, ale jest w bardzo złym stanie. Jak się później okaże, niczego nie pamięta z feralnego wieczoru, co będzie miało kluczową rolę dla niczego nieświadomych chłopaków.

Od tej pory misją nadrzędną organów ścigania jest jak najszybsze złapanie sprawców. Tylko co zrobić, jeśli nikt nie przyznaje się do winy, a dowodów brak? Pzecież zatrzymali kilkunastu sprawców zamieszania, więc winny na pewno znajduje się pośród nich.

Daj mi człowieka, a znajdę na niego paragraf

Wytypowanie sprawcy to banalne zadanie! Wystarczy uświadomić 14-letnie dzieci, że nie wyjdą z aresztu, dopóki nie przyznają się do winy. Nie działa? Nie dość, że nie wyjdą, to jeszcze nie dostaną jedzenia ani picia przez kilkanaście godzin. Dalej za mało? A gdyby tak wyjaśnić im, co się stało, przekazać przebieg akcji krok po kroku i wyjaśnić, że może to nie oni zgwałcili tę dziewczynę, a tylko pomagali, na przykład trzymać jej ręce? Nie widzieli tego? Musieli widzieć, inaczej nie wrócą do domu. Więc widzieli…

Tak, te dzieci po kilkunastu godzinach męczarni zgodziły się na zeznania, do których wcześniej przygotowali je policjanci. Problem tkwi w tym, że według śladów sprawca był jeden, zaś chłopców wybrano pięciu. Do tego ich zeznania totalnie sobie przeczą. Ale jaki to problem dla amerykańskiej policji, prawda?

Jest próbka DNA, ale nie zgadza się z DNA chłopców. Aha, to znaczy, że musiał być JESZCZE szósty sprawca! Jeszcze jeden, choć nic, ale to zupełnie nic nie wskazuje na udział kilku osób, a i sami oskarżeni się do winy nie przyznają. Ale, powtórzę jeszcze raz, dla amerykańskich organów ścigania to nie jest żadnym problemem.

Resztę szczegółów możecie sami obejrzeć, natomiast historia oparta jest na prawdziwych zdarzeniach. Nie będzie więc wielką tajemnicą to, że historia naszych bohaterów nie ma happyendu, jakiego byśmy się spodziewali (choć nie znałam wcześniej sprawy i liczyłam na to, że rozprawa wyjaśni wszelkie wątpliwości). Czy jest oburzenie na sali sądowej? I to jakie! Czy prokurator wie, że nie istnieją żadne dowody na winę chłopców? Domyślcie się. Mimo to wyrok jest jeden. Chłopcy zostają skazani na karę od 6 do 13 lat pozbawienia wolności.

Jak kończy się cała historia? Po latach sprawca Matias Reyes, seryjny gwałciciel i morderca, sam przyznaje się do winy. Opisuje dokładnie ze szczegółami moment gwałtu, a co ważniejsze, występuje zgodność DNA. Skazani, którzy właśnie próbują ułożyć sobie życie na wolności, zostają uznani za niewinnych i otrzymują najwyższe do tej pory odszkodowanie od kraju w wysokości 41 milionów dolarów.

Rola mediów ( i Trumpa) w historii piątki z Central Parku

Sam fakt wystąpienia tych wszystkich wydarzeń powinien spowodować wystarczające oburzenie. Ale nie. Jest coś gorszego.

W tym samym roku Donald Trump wydał 85 tysięcy dolarów na reklamy w największych gazetach, gdzie to odnosił się do zaistniałej sytuacji i postulował konieczność wprowadzenia kary śmierci niezależnie od wieku, jasno tym samym deklarując, że oskarżeni nastolatkowie powinni pożegnać się z tym światem. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby rzeczywiście ta najwyższa kara dosięgła chłopców.

Osoby opowiadające się za karą śmierci często mówią, że „to nie chodzi o to, by wieszać każdego, tylko tych, którzy dopuścili się najgorszych zbrodni, których dowody są niezaprzeczalne”. A ja się pytam, kto ustanowi wyrok skazujący, jeśli nie ma niezaprzeczalnych dowodów? Jeśli ława przysięgłych orzekła, że są winni, to tym samym mogłaby skazać ich na śmierć!

Minęło 30 lat od wydarzenia. Znamy już więcej szczegółów i okoliczności. W prawie każdym artykule, który przeczytałam, krytykuje się postawę Trumpa i stwierdza, że jego działania mocno przyczyniły się do wydania wyroku skazującego. Taka reklama w największych gazetach wywarła niemały wpływ na społeczeństwo, zaś ława przysięgłych mogła sugerować się tym naciskiem sugerować podczas osądu.

Mogłoby się wydawać, że każdy, choćby przeciętnie inteligentny człowiek załapie, że zrobił głupotę, przeprosi, powie, że będzie robił co w jego mocy, by ograniczyć takie zdarzenia w przyszłości. Ale nie. Policja mimo uniewinnienia twierdzi, że tak naprawdę sprawców było sześciu. Zero śladów, zero dowodów, ale oni to wiedzą. Lepiej. Po tylu latach, po dopasowaniu próbek DNA, po ustaleniu całego przebiegu wydarzeń, po przyznaniu się do winy rzeczywistego sprawcy Trump stwierdził, że „40 milionów dolarów odszkodowania to hańba (…) a ci chłopcy nie byli w przeszłości aniołkami”. Cóż, jego przeszłość również nie świadczy o byciu aniołkiem, to co, może małe posiedzenie w pierdlu przez 14 lat? Ta postawa oburza mnie i wprawia w zażenowanie, jak zresztą cała jego postać. Włączam słownik synonimów i brakuje mi już określeń na ignorancję i wynaturzenie, jakie miało miejsce w całej tej sprawie.

Aktorzy i zdjęcia

Przyznam szczerze, że trudno ogląda mi się takie ekranizacje. Mając świadomość tego, jak kolorystyka wpływa na odbiór przez widza chyba już wcześniej zakładam, że to będzie „ciężkie”. Ciemne, zgaszone tony dominowały przestrzeń. I wcale się nie dziwię, bo użycie żywych barw byłoby tu grosteską. Zdecydowanie przyznaję, że serial trzyma w napięciu. Nie zagłębiałam się wcześniej w tę historię, toteż do ostatniego momentu byłam przekonana, że fabuła potoczy się inaczej. Groza, wściekłość, smutek, te trzy cechy towarzyszyły mi w trakcie całego seansu. Jestem również pod wrażeniem gry aktorskiej chłopców oraz ich doboru do rzeczywistych postaci. Wiecie, czasem jest tak, że oglądacie film i niby wszystko fajnie, ale drętwe dialogi niszczą klimat. Czasem zastanawiam się, czy ci ludzie naprawdę kończyli jakąś szkołę teatralną. Ale tu tego nie uraczycie, wręcz przeciwnie. Moim zdaniem główni bohaterowie (zarówno nastolatkowie, jak i dorośli) doskonale odegrali swoje role. Zobaczcie też zdjęcia prawdziwych bohaterów tej historii i porównajcie do serialowych, te dzieciaki naprawdę wyglądają jak ich młodsze wersje. „When They See Us” to naprawdę porządna produkcja Netflixa.

Czy polecam obejrzenie serialu „Jak nas widzą”?

Jako fanka kina science fiction oraz horrorów muszę widzieć naprawdę dobry feedback, żeby zabrać się do oglądania filmów innego gatunku. W tym przypadku przekonał mnie fakt, że historia jest oparta na faktach. To było dobre, ale trudne 5 godzin. Bezapelacyjnie polecam każdemu obejrzenie serialu „Jak nas widzą”. Ale ostrzegam, Wasze nerwy zostaną wystawione na ciężką próbę. Mimo to uważam, że warto. Warto mieć świadomość, że takie sytuacje zdarzają się wokół nas. My sami możemy paść ofiarą nieszczelnego systemu prawnego. A sprawiedliwość nie istnieje.

Jeśli oglądaliście „Jak nas widzą”, to dajcie koniecznie znać w komentarzu, co sądzicie o tej historii.

 

Pst! To też jest fajne 🙂 

 

  • Dokładnie, a co gorsza, to może spotkać każdego z nas! Nieważne jak uczciwi jesteśmy i jakie wiedziemy życie. Wystarczy znaleźć się w złym miejscu o złej porze…

  • Polecam gorąco! Ja już chyba nie chcę do niego wracać, bo to historia nie na moje nerwy 🙁

  • aneta

    Przeczytałam połowę i dalej nie czytam bo bardzo chce go obejrzeć 😀

  • Kasia Aksamit

    Dokładnie to samo pomyślałam…

  • August Ciechociński

    Przypomina sprawę Tomasza Komendy. W sumie nie ważne co jest prawdą, ważne co inni uznają za prawdę.