Nie będę rodzić ani wychowywać nieuleczalnie chorego dziecka!

Jeśli jesteście na bieżąco z wiadomościami z kraju, to prawdopodobnie słyszeliście o ostatniej batalii na posiedzeniu komisji sejmowej rozpatrującej projekt „Zatrzymać aborcję”. Projekt zakłada zniesienie możliwości wykonania aborcji podczas gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej)”. Miałam wątpliwą przyjemność oglądać transmisję na żywo z tego posiedzenia.

Jestem w temacie od dawna. Od zawsze miałam kontrowersyjne dla większości poglądy na ten temat, czyli żyj jak chcesz, ale daj żyć innym. Nie byłam (na szczęście) w sytuacji, w której musiałabym wybierać, ale wiem, że podjęłabym najlepszą dla siebie w danym momencie decyzję. Mogłabym usunąć, urodzić, oddać, wychować-możliwości jest wiele. Nie jestem typem człowieka, który dokonuje wyborów przez pryzmat tego, co powiedzą czy pomyślą inni. Nie życzę źle, a już na pewno nie gloryfikuję ani nie ubóstwiam żadnej ze stron-ani kobiet po zabiegu aborcji, ani tych, które urodziły i wychowują dzieci chore. Nie oceniam wyborów dokonanych przez innych ludzi-  zwyczajnie nie interesują mnie one, bo żyję swoim życiem.

Od razu uprzedzam, BĘDĘ MÓWIĆ O PRZYPADKACH ŚWIADOMEGO ZACHODZENIA W CIĄŻĘ, NIE O WPADKACH! Na wpadkę, jak sama nazwa wskazuje nie da się przygotować, zdarza się i już. I będę to często i gęsto pewnie podkreślać w tym wpisie.

Wracając do tematu ustawy, nie ma co ukrywać, że uderzy ona w ludzi biednych. Takich, którzy nie mają pieniędzy na podstawowe potrzeby, a co dopiero na pokrycie kosztów zabiegu. Choć nie sposób nie wspomnieć o braku logiki w danej sytuacji- nie mam na chleb, zrobię sobie dziecko. (Podkreślam znów, nie mówię o wpadkach.)

Jak więc żyć spokojnie, mając świadomość, że chorągiewka wieje raz w lewo raz w prawo i za chwilę mogą w naszym pięknym, zacofanym kraju zakazać aborcji całkowicie? Najprościej mieć po prostu pieniądze odłożone na taką sytuację, zwłaszcza, gdy dwoje dorosłych ludzi decyduje się na dziecko. Nie ma co w tej kwestii liczyć na państwo, podobnie jak nie ma co liczyć na emerytury.  Umówmy się, politycy mają wiele przysług wobec siebie i najmniej ich obchodzi nasze zdanie. Liczy się ono tylko przed wyborami.

Wyraziłam swoje zdanie na ten temat na jednej z grup i usłyszałam „Wiesz ile to jest trzy tysiące złotych dla polskiej rodziny?”. Ano wiem. Ale jeśli, jak już podkreślę po raz trzeci, mówimy o dorosłych ludziach świadomie decydujących się na dziecko, to przepraszam, ile kosztuje wyprawka dla takiego malucha? No raczej nie 200 złotych. A to dopiero początek. Przemyślana decyzja o powiększeniu rodziny też nie pojawia się z dnia na dzień. Trzy tysiące to kropla w morzu pieniędzy przeznaczanych na pieluchy. To najniższy koszt aparatu na zęby dla dziecka.

Skupmy się na rozszerzaniu wiedzy o finansach. Umówmy się, gdyby każdego Polaka było stać na wyjazd za granicę na zabieg to mogliby sobie całkowicie go zakazać, ludzie by ich wyśmiali. No i już teraz liczba aborcji „nielegalnych” i takich poza granicami państwa szacowana jest na ponad 100 tysięcy rocznie. Walka toczy o te podane w statystykach 800 przypadków rocznie, więc to bardziej spór o to, po czyjej stronie jest racja. Większość kobiet i tak musi radzić sobie sama. Tak naprawdę, zamiast marnować siły na wieczną walkę warto by otworzyć fundację, która wesprze kobiety w tych najgorszych momentach życia i poprowadzi je przez cały proces. Najłatwiej jest ograbić ludzi z pieniędzy i edukacji, by potem nimi manipulować. Pamiętajcie, nie ma nic za darmo.

Żeby nie było, podziwiam i wspieram panie, które dzielnie walczyły na posiedzeniu. Miło było je widzieć, nie poddały się do samego końca. Szkoda, że do posłów nie trafiły argumenty o tym, że właśnie obcięli dofinansowanie programu, który miał być podporą dla ludzi niepełnosprawnych. Wiadomo, że kobiety się dla nich nie liczą, bo liczą się pieniądze. Więc pytam, kto zapłaci za widzimisię rządzących? Kto zapłaci za pogrzeby narodzonych? Kto będzie płacił za opiekę w placówkach dla chorych? Ile będzie musiało powstać placówek, gdy matki zaczną zostawiać chore niemowlęta? A już najbardziej, kur**, jest żenujące i uwłaczające płacenie kobietom za rodzenie chorych dzieci. Choć, trzeba przyznać, uwłaczanie to jedna z nielicznych rzeczy, do której nasi rządzący mają najlepsze predyspozycje. Masz, dam Ci cztery tysiące. No i jakiś zasiłek. Zobaczcie, jaki mamy wspaniały rząd, a Wy, kobiety jeszcze narzekacie? Całe szczęście, nie ma w naszym kraju przymusu wychowywania dziecka, JESZCZE. I myślę, że o tym też się głośno nie mówi. Nie każdy chce wychowywać chore dziecko. Nie stygmatyzujmy ludzi, którzy decydują się na pozostawienie takiego dziecka w szpitalu. Nie musimy poświęcać całego swojego życia jednej osobie, bo co to za życie? To jest ich decyzja, a my możemy jedynie liczyć na to, że nam się taka sytuacja nie przytrafi.

Jest jedna rzecz, której jestem pewna- tego, że życie potrafi w jednej chwili obrócić się o 180 stopni i mając stałego partnera, pracę, zdrowie i szczęśliwe życie mogę w jednej sekundzie zostać z niczym. Dlaczego więc już nie walczę razem z innymi, dlaczego nie wychodzę na ulicę, mimo, iż widzę, jak sytuacja się pogarsza? Bo jestem na to gotowa. Gdy zaczęłam poważną pracę, pierwsze dwa tysiące złotych, które odłożyłam, to były pieniądze na aborcję, w razie co. Te pieniądze są nietykalne na inne cele. I oczywiście słyszałam mniej lub bardziej kąśliwe uwagi (częściej te drugie), bo mówiłam o tym głośno. Ale teraz, w momencie, kiedy chce ograniczyć się mi prawa to ja jestem bezpieczna. Bo gdyby okazało się, że miałabym nosić w sobie chory płód, z którego powstanie chory człowiek skazany na pewną śmierć, mam fundusze by to zakończyć. A gdyby okazało się, że taka sytuacja przydarzy się komuś bliskiemu, to mam fundusze, by go w tym wesprzeć. Mam jedną pewną osobę, która w razie mojej prośby może udać się ze mną za granicę na zabieg, by mnie wesprzeć w mojej decyzji. Mam też drugą pewną osobę, która stoi za mną murem, ale jej sumienie na pewno nie pozwoliłby towarzyszyć mi, gdybym zdecydowała się na zabieg „bo tak chcę” i również to szanuję. A tak poza tym, to mam multum osób, które odwrócą się ode mnie po przeczytaniu tego wpisu.

O ile sprawa aborcji bez ważniejszych przyczyn jest dla mnie sprawą osobistą i zależałoby to od aktualnego stanu sytuacji, o tyle jestem całkowicie przekonana, że NIE BĘDĘ RODZIĆ ANI WYCHOWYWAĆ DZIECKA CHOREGO. Nie wstydzę się i nie boję tego głośno powiedzieć. Nie podporządkowuję swojego życia nikomu i nie przeznaczę go na dożywotnią opiekę nad kimś. Jeśli badania nie wskazywałyby na chorobę, a po porodzie okazałoby się, że dziecko urodziło się chore, zostawiłabym je w szpitalu. I nie, nie śmiałabym się z tego powodu, bo zdecydowania byłaby to jedna z najbardziej przykrych sytuacji jakich można doświadczyć. Ale takie rzeczy się zdarzają.

Wiecie co jest najbardziej przykre? Ludzie mówią głośno, jaka to aborcja jest zła. Okej, to Wasze zdanie, ja go nie neguję. Ale teraz wyobraźcie sobie, że Wasza znajoma, siostra, przyjaciółka rodzi chore dziecko. Albo nawet zdrowe dziecko. Po prostu wiecie, że chodziła kobieta dziewięć miesięcy w ciąży, ale nie widzicie jej na mieście z wózkiem. Nie chwali się na portalach społecznościowych. Zostawiła dziecko w szpitalu. Nie zostawiła, porzuciła! Jakie myśli się w Was kłębią? Jak ona mogła, co z niej za matka, co za człowiek? Albo jeszcze inaczej, wychowywała dziecko przez kilka lat i uznała, że dłużej tak nie może, bo nie chciała tego dziecka i go nie kocha. Odchodzi, zostawia dziecko z ojcem. Grubo, nie? I co z tego, że płaci alimenty? Przecież taka kobieta w najlepszym wypadku musi wyjechać do innego miasta, bo wszyscy wytykają ją palcami. Nie siedzą w jej głowie, nie wiedzą, co myśli. I nie, nie wymyślam, widziałam co się działo, gdy kobieta zapytała w pewnym miejscu, czy po porodzie ma zanieść dziecko do okna życia czy po prostu zostawić w szpitalu. Nie bez powodu pisała z zastępczego konta na portalu. Ludzie pisali „wiedziałaś, czym się seks kończy”, „trzeba było się zabezpieczać”.

I tak dochodzimy do sedna, droga Polko. Edukacja seksualna nie ma znaczenia, wszystkiego dowiesz się jak zaczniesz. Uprawiaj seks, ale nie dla własnej przyjemności. Ródź dzieci, nawet gdy ich nie chcesz. Opiekuj się nimi, nawet gdy ich nie kochasz. Pamiętaj, że nie masz prawa nie kochać swoich dzieci. Tak każą to tak ma być. I najważniejsze, pamiętaj, by uśmiechać się ładnie. W końcu szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci <3

I tym sarkastycznym akcentem zakończę swój dzisiejszy wpis.

Ja włożyłam kij w mrowisko, a teraz Wy napiszcie, co sądzicie na temat przymusu rodzenia dzieci nieuleczalnie chorych?

 

 

Pst! To też jest fajne 🙂