Jak zmienić 2zł w 400zł, czyli moje sposoby na oszczędzanie

Od kiedy pamiętam miałam problem z oszczędzaniem. Pieniądze wydawałam na bieżąco, a ostatecznie i tak mi ich brakowało. A gdy nawet udało mi się coś odłożyć, zawsze znalazł się powód, dla którego znowu je wydałam. Zapas kosmetyków, nowe perfumy, kolejne ubrania.  I to nawet nie tak, że kupowałam rzeczy drogie, było to po prostu dużo drobiazgów, które po zsumowaniu kosztowały więcej, niż bym się spodziewała.

Na początku stycznia ubiegłego roku natrafiłam na blog Michała Szafrańskiego „Jak oszczędzać pieniądze”, który to stał się moją wielką motywacją do przeprowadzenia zmian. Gdzieś tam wcześniej słyszałam o metodach oszczędzania, ale to z bloga Michała dowiedziałam się praktycznie, na liczbach, w jaki sposób działać. Dlatego sama w podobny sposób przedstawiam moje metody oszczędzania, które stosowałam w ubiegłym roku i ich wyniki. Wiecie, gdy człowiek słyszy „w rok zaoszczędziłem dużo pieniędzy” to nawet się nad tym nie zastanawia, bo ile to jest „dużo”. A gdy jest mowa o dwóch tysiącach złotych w ciągu roku, to już mamy konkret i wiemy, czy możemy się takimi radami posiłkować. Miałam dokładnie tę samą sytuację, gdy czytałam o zwrotach z inwestycji. Dowiadujesz się, że wystarczy zainwestować w lokatę „pewną kwotę” i potem spokojnie żyć z odsetek. Autor tylko zapomniał dodać, że ta kwota wynosi jakieś pół miliona i wcześniej trzeba rozejrzeć się za dobrze oprocentowaną lokatą. A na koniec odsetki wyniosą około dwóch tysięcy. Dla jednych rzeczywiście wystarczy na życie, inni nie zdołają nawet opłacić mieszkania. No i podstawowe pytanie, skąd wziąć te pół miliona…

Moje sposoby na oszczędzanie

Na początku każdego miesiąca obliczałam, ile pieniędzy muszę przeznaczyć na opłaty oraz szacowałam budżet na jedzenie. Sprawdzałam też, czy są w planie jakieś wydatki typu ubrania, buty czy wyjazd. Reszta pieniędzy zostawała na koncie. Ale, że samo oszczędzanie na koncie to było dla mnie za mało, postanowiłam jeszcze poszukać metod na odłożenie  drobnych z gotówki, którą miałam przeznaczoną na miesięczne wydatki. Mniej więcej od sierpnia zeszłego roku prawie całkowicie zrezygnowałam z płatności kartą. Nie kontroluję wtedy wydatków, wpisanie PINu nie boli, natomiast wyciągnięcie gotówki z portfela z wiedzą, że ona już tu nie wróci, boli bardziej. Dodatkowo, płacąc gotówką miałam sposobność zaoszczędzenia pieniędzy metodą opisaną w punkcie nr 1. I tu przechodzimy do konkretów.

1.Monety 2-złotowe. Do prowizorycznej skarbonki (bo wydawanie pieniędzy na nową skarbonkę to żadne oszczędzanie 🙂 ) wrzucałam wszystkie dwuzłotówki, jakie znalazły się w moim portfelu. Efekt: W ciągu roku uzbierałam 440 zł.

sposoby na oszczędzanie

 

Pst! To też jest fajne 🙂

 

 

2.Napiwki, a raczej groszowe nadwyżki ze zmiany. I o ile nie były to zawrotne kwoty, to po pół roku odkładania tych drobiazgów uzbierałam sobie dodatkowo okrągłe 100 zł.

sposoby na oszczędzanie

 

 

3.Wygrane ze zdrapek Lotto. Wygrane zaczęłam odkładać około sierpnia, tu również na koniec roku stan wykazał około 100 zł. Kolejnym etapem miało być „karanie się” za marnowanie pieniędzy na loterie, co skutecznie zniechęciło mnie do wydawania pieniędzy na zdrapki. Na obecną chwilę zdarzy mi się jej kupno sporadycznie.

sposoby na oszczędzanie

 

4.Monety okolicznościowe. Do skarbonki odkładałam też każdą okolicznościową pięciozłotówkę, jaką udało mi się uzyskać. Nazbierałam ich osiem sztuk, czyli 40 zł.

Oprócz tego zdarzało mi się wrzucać nadmiar pięciozłotówek z portfela. Summa summarum, po roku moje zaoszczędzone „drobne” wyniosły około 800 zł i zasiliły stan konta oszczędnościowego.

Dla niektórych może się to wydawać mało, dla innych wręcz przeciwnie. Ale to pokazuje, że odkładając regularnie każdą kwotę, możemy się po dłuższym czasie miło zaskoczyć efektem. Ja wybrałam odkładanie dwuzłotówek, bo była to dla mnie optymalna kwota. Brak pięciozłotówek na pewno odczułabym w portfelu, natomiast uznałam, że złotówki to za mało. Gdyby ktoś odłożył tę samą ilość monet, ale pięciozłotowych, zamiast 440 zł otrzymałby 1100 zł. A jeśli mowa o napiwkach, to o ile moje kwoty rzeczywiście są śmieszne, to już dla osoby uzyskującej napiwki w kwocie 20 zł dziennie, to przy pełnym etacie daje możliwość zaoszczędzenia prawie 5000 zł rocznie.

Ale i w drugą stronę, wielu, a myślę że zdecydowanie większości osób trudno jest odłożyć nawet kilka złotych. Przy źle płatnej pracy, dzieciach, wypadkach losowych, a często w momencie życiowej nieporadności budżet jest maksymalnie dopięty. Każda kwota wydaje się być nieosiągalna. Ale 20 gr odkładane codziennie da nam na koniec roku 70 zł – a ilu osób nie stać nawet na kupno czekolady pod choinkę. A już 50 gr da nam 180 zł, co pozwoli na zakup butów, ubrań, czy doinwestowania skromnego wcześniej, świątecznego stołu. Wiem, że dla wielu to może być śmieszne, ale każdy, kto w jakimś momencie swojego życia w lodówce miał margarynę i pasztet, a w szafie tani płaszcz i buty noszone przez kilka sezonów zrozumie, ile to jest 180 zł 🙂

Co jednak cieszy mnie najbardziej, do oszczędzania udało mi się przekonać moją mamę, od której to za dzieciaka nauczyłam się organizować wielkie zakupy pierwszego dnia wypłaty i narzekać na koniec miesiąca na brak pieniędzy 😉

Plan oszczędzania na rok 2018

W bieżącym roku moje plany na oszczędzanie wyglądają dość podobnie. Z tą różnicą, że planuję skupić się na większych kwotach odkładanych na koncie oszczędnościowym, za to jeszcze bardziej pilnując listy zakupów i minimalizując zbędne wydatki.

A Wy oszczędzacie pieniądze? Jeśli tak, to w jaki sposób, a jeśli nie, to jakie są tego powody?

  • Też prawda 😉

  • Zauważyłam, że dwuzłotówki są takie optymalne 😉 Złotówki się raczej nie odczuje, ale już za piątkę kupię paczkę pysznych Laysów 😉

  • Super sposoby. Również korzystam z możliwości monet 2. Oszczędzam, by coś mieć 🙂